Galactik Football.
Część 25:„Miłość jest ślepa. Im mocniej się kogoś kocha, tym bardziej irracjonalnie się postępuje.” >> czwartek, 2 lipica 2009 22:56:00
Mwahahahaha Lola, rozwaliłaś mnie ;D Nie to nie przez Ciebie, po prostu miałaś z Chmurkusem racje! ;))) Britney Spears? Hymmm…ciekawy pomysł mwahahaha ;D
Przeskakuje dość szybko w czasie, mam nadzieje, że to wam nie przeszkadza.
Notka praktycznie o Alex, nie mam jakoś serca pisać o czymś innym.
Przepraszam, że zwlekam z dodawaniem i pewnie znów was rozczaruję.

***

-Powiesz mi w końcu co zaszło między wami? – Zielone oczy lustrowały czarnowłosego.
-O co ci chodzi ?
-Pytam po raz ostatni, co wczoraj się wydarzyło ?! – zdenerwowany zacisnął dłoń w pięść. – Jesteś moim przyjacielem, a Alex to moja siostra, znam was i widzę, że coś jest nie tak… -
Chłopak spuścił oczy, tak jak gdyby zobaczył coś ciekawego na podłodze. – Czy wy…?
-Nie, no bez przesady! Całowaliśmy się…tylko.- zamknął oczy, chwytając się jedną ręką za kark. Nie chciał widzieć miny przyjaciela. – Ja wiem, że nie powinienem, że Yuki, ale…
Usłyszał tylko zamykane drzwi i oddalające się kroki przyjaciela. D’Joke był wściekły, przecież tyle razy Micro-Ice mówił mu, że już go z nią nic nie łączy…Zapukał, otworzyła mu rudowłosa, uśmiechając się miło.
-Mei się myje…
-Ja do Alex. – czarnowłosa oderwała wzrok od czytanej gazety i uniosła brew. Powiedział mu! Minę wykrzywiła w dziwny grymas. Wstała, biorąc bluzę i wyszła. Szła w kierunku wyjścia, razem z milczącym bratem.
-Rozmawiałeś z nim? – odpaliła papierosa, opuszczając budynek. Kiwnął tylko głową. Uśmiechnęła się. – Myślałam, że zapomnę o nim…nawet mi się udawało gdy go nie widziałam. Ale teraz…najgorzej jest z nim przebywać w jednym pomieszczeniu. On, jego zapach – wzdrygnęła się - no ale przecież jest zakochany w tej rudej pin…-opanowała się, po czym zaśmiała.
-Mam nadzieje, że nie skończy się tak jak z Zoelin – uśmiechnął się lekko.
-Mwahahaha, spadaj! Mam dziewiętnaście lat, nie jestem już taka bezmyślna…
-Pomijając wczorajszą noc?
-Bardzo zabawne…ja, ja…Echhh nie wiem, ciągle coś do niego czuje, wystarczy? Nie mam ochoty na zwierzenia.

***

-Co się dzieje, Artie? – zadyszany wbiegł na pokład.
-Technoid zaatakował jeden z naszych statków, musimy im pomóc. A gdzie ty byłeś, Baris? - Zmieszany spojrzał na ziemię, uśmiechając się. Brązowowłosy zrozumiał od razu. – Co tam u Weredi?
-A coraz lepiej, dochodzi już do siebie, obiecałem że wpadnę do niej jak wrócę…A gdzie ten kretyn Inver ? – zmienił szybko temat.
-Z Inerem na tamtym statku, dobra…lecimy.
Uśmiechnął się pod nosem, Sony coraz bardziej mu ufał. Coraz częściej pozwalał dowodzić mu w misjach. A on był z siebie zadowolony. Wyjrzał przez okno, kochał to miejsce. Cillo to przecież jego dom, tu dorastał, uczył się, walczył.
W końcu miał jakiś cel, zależało mu na czymś. I jeszcze ona, różowo włosa piękność. Kochał ją i miał w niej oparcie, tak jak ona w nim. Potrzebowali się nawzajem. Pomagała mu w trudnych chwilach, dawała nadzieję. Była jego światłem w mroku, oświetlała drogę, była najcenniejszą rzeczą jaką miał. Nie wyobrażał sobie życia bez niej.

***

-Alex, podaj do D’Joka jest niekryty!
Pobiegła jeszcze kilka metrów, po czym kopnęła piłkę w górę, patrząc jak jej brat wyzwala oddech strzelając gola. Wirtualna murawa zaczęła znikać. Powitał ich Arch, z uśmiechem na twarzy.
-To był dobry mecz…mam nadzieje, że poradzicie sobie z Wambas. Macie wolne. Jutrzejszy poranny trening przekładam na południe.
Mei spojrzała w stronę czarnowłosej, dziewczyna znała tą minę, szykowała się dobra zabawa w klubie. Uśmiechnęła się szeroko, gdy trener wyszedł podeszła bliżej drużyny.
-O 23 wychodzimy, wiec macie jakieś 2 godziny. – Zielonooka popatrzyła na Tię, zniesmaczona uśmiechnęła się tylko do Rocketa co oznaczało jedno - nigdzie dziś nie wychodzą. Czarnowłosy chwycił z tyłu Yuki i przytulił do siebie, szepcząc jej coś do ucha, uśmiechnęła się.
„Co za świnia! ZDRAJCA PIEPSZONY, MNIE TEŻ TAK PRZYTULAŁ! STOP! Uspokój się kretynko, przecież On jest szczęśliwy, nie psuj tego, nie zachowuj się jak małe dziecko!
Wdech, wydech…”.
Zaciśnięta pięść rozluźniła się. Wyszła razem z brązowowłosą, która podsuwała jej pomysły na strój. Nie miała pojęcia jak jej się uda wytrwać całą noc patrząc na nich. Wzięła szybki prysznic, po czym przebrała się w tunikę sięgającą połowy ud i obcasy. Chciała wyglądać dobrze, mocniejszy makijaż poprawił efekt. Musiała mu udowodnić, że jest silniejsza, że pomimo wszystkiego daje radę. „Kurwa mać! Ile jeszcze wytrzymam?!” spojrzała na swoje lustrzane odbicie, wymuszając z siebie uśmiech. Do łazienki weszła blondynka. Uśmiechnęła się szeroko.
-Zmieniłaś się.- powiedziała ochoczo, opierając się o futrynę.
-Wręcz przeciwnie, mała. Jestem dalej tą wnerwiając, niską wariatką. Wygląd, to wygląd i tak na starość będę siwa, zmarszczona ale zawsze poznasz mnie po wódce w ręce…
-I z fajką w pysku? – zaśmiały się. – Gdy wróciłaś i stanęłaś wtedy w drzwiach, nie poznałam Cię…ale wiesz – zamyśliła się – dasz radę, a jeśli kocha, to wróci. Cierpliwości.
-Brakowało mi ciebie, zboczeńcu wstrętny! – robiąc naburmuszoną minę, zaśmiała się cicho.
-To, że nie jestem dziewicą, nie znaczy, że jestem zboczona!
-Taaa! Bo to mnie nie ma w pokoju co drugą noc i to nie ja wysłuchuje jak wam łóżko skrzypi!
-Phiii! – wyszła chichocząc, rzucając przy wyjściu „Baw się dobrze!”

***

Całował ją coraz zachłanniej, tak jak nigdy, pragnął jej. Olbrzymie ilości alkoholu, zrobiły swoje. Wrócili ledwo godzinę temu. Zamknięta sala treningów i Oni. Jego ręce wodziły po jej rozgrzanym ciele. Nie wiedziała kiedy jej tunika znalazła się koło wielkiej sofy, palce sprawnie odpinały guziki, koszuli czarnego. Patrzyli na siebie, cała jego miłość, oddawana w tej chwili bolała ją jeszcze bardziej. Ale kochała go, całym sercem. Była nawet gotowa, być „tą drugą”. Tą na kilka nocy. Oddała mu się cała, nie tylko fizycznie. Jej serce i dusza należała do niego od dawna. Nie zadręczała się, myślami o jego uczuciach, nie teraz. Jeszcze będzie na to czas. Dawał jej tyle szczęścia!
Przyjemność była teraz nieistotna, była z Nim, tylko to się liczyło. Tak łatwo mu ulegała, była bezmyślna? Tłumaczyła to wielkim sercem. „Dlaczego kochanie cię, wydaje się takie złe?”
Wpatrywał się w nią z uwielbieniem, podczas gdy ręce odpinały jej stanik. Była piękna, wiedział o tym doskonale…Nie czuł się tak od dawna. Schodząc coraz niżej, całując coraz to wrażliwsze obszary, jej nagiego już ciała, nie czuł się winny, chciał przeżyć z nią chodź ten jeden moment. Nie myślał o niczym innym tylko o Niej. Chciał czuć ją i dawać jej przyjemność. Bał się, że znowu mu ucieknie. Wbije kolejny nóż w serce. „Błagam…nie zostawiaj mnie już nigdy!”
Słyszał ciche pojękiwania, było jej dobrze, jemu zresztą też. Oddawała każdą jego pieszczotę, tak jakby chciała zapamiętać ją na zawsze. Przeszły ich dreszcze.
Położył się koło niej, obejmując w talii ręką. Patrzyła na niego, „drażniąc” paznokciami jego nagi tors, zadrżał. Poczuł na nosie jej miękkie usta, mimowolnie uśmiechnął się. Głaskał delikatnie jej policzek, lub bawił się kosmykiem jej włosów. Wpatrywali się w siebie z uwielbieniem, było im dobrze. Nie musieli, a raczej nie chcieli nic mówić, by nie zniszczyć tej chwili. Ta miłość, dając im szczęście, raniła coraz bardziej.


***

-Wyobrażasz sobie? Znów będziemy walczyć o tytuł mistrzów!- krzyknął uradowany bramkarz. – Yuki! Świetnie się spisałaś! – ruda uśmiechnęła się, wtulając bardziej w chłopaka. Zielone oczy, dyskretnie lustrowały parę. Tak bardzo kuło ją w sercu, tak bardzo chciała wykrzyczeć jej wszystko w twarz. Ale nie mogła, wolała mieć go przy sobie chociażby na te kilka godzin, ale co jej to dawało? Jeszcze większy ból…Jej rozmyślenia przerwał Arch. Uśmiechnięty i zadowolony, popatrzył na drużynę.
-Jestem z was dumny, pokazaliście im! – przerwał i spojrzał na czarnowłosą, strzeliła decydującego gola, 10 sekund przed końcem meczu. – Alex! Świetna robota! Zapomniałbym!
W związku z problemami technicznymi na trybunach, trzeba będzie je przebudować, naprawa potrwa ok. 2 tygodni. W związku z tym, finały odbędą się zaraz, gdy wszelkie usterki będą naprawione.
-2 TYGODNIE!- Czerwono włosy spojrzał niemrawo na trenera. – przecież to kupa czasu!
-Arch jest jedna sprawa, bo widzisz…będę musiała zajrzeć na Cillo. - czarnowłosa odezwała się cicho – wiec chyba w takich okolicznościach, moglibyście lecieć ze mną, tam też moglibyśmy trenować. Lecę jutro o 6.
-Hymmm czemu nie? Co wy na to? – nikt nie wyraził sprzeciwu. Uśmiechnęła się.
Wszyscy porozchodzili się do pokoi, ona została na kanapie. Spakowała się już wczoraj, gdy dostała wiadomość o misji. Położyła się na plecach i zamknęła oczy. Była wykończona.
Uśmiechnęła się.
-A ty się nie pakujesz?
Czarnowłosy przypatrywał jej się uważnie. Uwielbiał kiedy spała, była wtedy taka niewinna, taka krucha. Odwzajemnił uśmiech.
-Mam czas, mała czy ty…-kątem oka spojrzała na niego i podniosła się do pozycji siedzącej.– Czy ty żałujesz? – przesiadł się koło niej i chwycił w palce jej długie włosy, bawiąc się nimi.
-Tak, żałuje, że daje ci moje serce, a nie otrzymuje nic w zamian. – spuściła wzrok. Poniósł jej podbródek, tak aby spojrzała mu w oczy. Pocałował ją w nos, chodź to ona miała to w zwyczaju.
-To nie tak…
-A jak?
-Alex! Jesteś dla mnie ważna…
-Ale nie najważniejsza…
-Alex! – jęknął – to nie chodzi o to! Po prostu nie mogę zostawić tak Yuki, nie wiem czy dałaby sobie radę…- prychnęła.
-A JA SOBIE DAJĘ ?! Myślisz, że jak patrzę na was, to nic nie czuję?! Że jak słyszę jak mówisz, że ją kochasz to nic dla mnie nie znaczy?! Czy może, pomyślałeś kiedykolwiek o mnie? Jak ja się czuje?!
-Aleee…- patrzył na nią, tonącą w „morzu łez” i pierwszy raz tak naprawdę nie wiedział co ma jej powiedzieć. Przysunął się jeszcze bliżej. Objął ramieniem, nie chciał już zadawać jej tak wielkiego bólu.
- Albo ja, albo ona. Wybór należy tylko i wyłącznie do ciebie…- wyszła trzaskając drzwiami.

***

-Znowu palisz i znowu nie masz kurtki- rzucił w nią ciepłą zieloną bluzą.
-Moja mądrość, dzięki…- westchnęła - Ciężko mi wiesz? – zdezorientowany uniósł brew do góry. Nie rozmawiał z nią poważnie, od kiedy powiedziała, że teraz jest „silniejsza”.
-Ale przecież ostatnio byłaś taka…nooo taka zadowolona? – spuściła wzrok. – Alex, ciebie to trudno zrozumieć wiesz?
-To nie moja wina! – oburzyła się – Po prostu to nie jest uczciwe, bo…- uciszyła się, przecież miała nikomu nie mówić.
-Bo go kochasz?
„Tak kurwa! Kocham go do cholery! A on co?! Pieprzyć mu się tylko chcę! I to nie tylko z nią! Dupek !”
-Nie…- popatrzył na nią i zmarszczył nos, po chwili wybuchł śmiechem. Zielonooka popatrzyła na niego pytająco.
-Życie byś za niego oddała, tylko dlaczego teraz wolisz być tą panną na boku? – wytrzeszczyła oczy.
-Ale…Jak ty?
- Raz wszedłem wam w paradę, ale byliście tak sobą zajęci…Alex?
-Yhmmm…Tak kocham go. Nie podoba mi się to co robię, ale…ale chcę mieć go blisko siebie, czuć go, wiedzieć, że w jakimś sensie chcemy tego samego. Miłość jest popierdolona… - usiadł koło niej na ławce. Patrzył przed siebie, na ludzi mijających ich, na witryny sklepów. Już się nie uśmiechał.
-Wiesz…Ja kocham Mei, jestem szczęśliwy…On też cie kocha. Widzę to, wiem. Ale nie wiem co czuje do niej.
-Nie można kochać dwóch osób jednocześnie, to nierealne. Dlatego postawiłam sprawę jasno, jestem po prostu zmęczona. Albo ja, albo ona. – zgasiła papierosa. – Idziemy?
-Taaa…

***

Biegła coraz szybciej, musiała ich uratować. MUSIAŁA!
Korytarz wydawał się nie mieć końca. Cieszyła się, że wszczepiła mu nadajnik, że przypuszczała, że mogłoby mu się coś stać. Nie istotne już było, że jej nie wybrał. Miłość przecież nie rządziła się zasadami logiki. Słuchała serca, bo wiedziała, że zginą jeżeli nie dostarczy Bleylockowi, tego czego pragnie najbardziej na świecie – jej. Jej mocy, energii - fluxa.
Kamizelka kuloodporna, założona w pośpiechu, wadziła jej. Wszelaka broń, pochowana w różnorakich kieszeniach, nie należała do najlżejszych, komunikator wyłączający wszystkie roboty w promieniu mili, również. Tak. Tym razem była przygotowana. Ba! Była gotowa oddać życie, by tylko im nic się nie stało. Nie chciała by znów przez nią cierpieli. Wpadła do olbrzymiej hali towarowej, nie zważając na nic.
Zobaczyła go otoczonego ludźmi, jego ludźmi. Czarny płaszcz, okrywający całe ciało i ten odrażający uśmiech. Nienawidziła go z całego serca.
-Gdzie oni są?! – wrzasnęła. Uśmiechnął się i klasnął w dłonie. Kilku z mężczyzn odsunęło się, dopiero teraz zauważyła klatkę, w której byli zamknięci, była pod napięciem. – Ty bydlaku!
W odpowiedzi usłyszała głośny śmiech.
-Oj Alex, jesteś taka piękna i taka głupiutka…Myślałaś, że znów użyję robotów? A poza tym, teraz jeszcze łatwiej było mi cię złapać. To co kocha się najbardziej, najbardziej boli, czyż nie mam racji? Przyprowadźcie go do mnie. - podeszła bliżej. Dostrzegła to dopiero teraz. W „więzieniu” brakowało jednej osoby. Jego. Zobaczyła jak jeden z największych jego goryli, zrzuca go na ziemie, kopiąc go po brzuchu, z całych sił.
-Przestań! Słyszysz?! – Znów śmiech. – Zostaw go! Przecież chcesz mnie! Nie jego!
-Radzę ci nie podchodzić bliżej, bo źle to się dla nich skończy. – zatrzymała się. – Wypuścimy ich dopiero w tedy, gdy oddasz całą broń, włączając kamizelkę. – spuściła wzrok. Wszystkie pistolety, granaty, sprzęty naprowadzające…Gdy pozbyła się tego, zrobiła krok w przód.
-Co chcesz tym osiągnąć?!
-Władze maleńka! Władze! Zakuć ją! – poddała się. Teraz już nie chodziło o nią. Broniła tego co kochała najbardziej, ICH. Całe Snow Kids. Czuła ucisk kajdanek na nadgarstkach.
-Teraz możesz ich wypuścić…błagam cię. – stała twarzą w twarz, ze swoim największym wrogiem. Bezbronna, krucha, bezsilna. W odpowiedzi poczuła, jak przez jej ciało przechodzą fale elektryczne. Spojrzała w dół, paralizator. Upadła na kolana. Ostry ból, wzmagał się z minuty, na minutę.
-Nie Alex…Twój tatuś popatrzy na te nagrania i wpadnie w szał widząc jak zabijam ciebie, twoich przyjaciół i brata…A wcześniej uzyskam Mitroxa. Wtedy nawet on będzie żył w strachu, przede mną. – kolejne fale bólu, zaczęły rozchodzić się po jej ciele. Serce biło jej w zaskakująco szybkim tempie. Upadła na twarz. Leżąc rozglądnęła się. Zobaczyła ich, tam w środku klatki. Czarnowłosy leżał nieopodal, patrząc w jej stronę. Może to i lepiej, że nie widziała, wyrazu jego twarzy. Czuła przeraźliwy ból, praktycznie niedopisania. Chciała by się skończył, by już tak nie bolało, by to wszystko już się skończyło. Żeby ktoś ich uratował, bo ona znów zawiodła.
-A teraz maleńka, wyzwól go…- szepnął jej do ucha, liżąc po policzku. – Szkoda mi cię, jesteś taka śliczna.- Ból otumanił ją w taki sposób, że nie była nawet w stanie zareagować, a może nie chciała? Wpatrywała się pusto w jeden punkt, dopóki nie usłyszała wrzasków. Próbowała spojrzeć w tamtą stronę, bezskutecznie.
-Alex? Czy chcesz, żebym najpierw zabił twojego brata, czy może tego kurdupla? – uśmiechnął się drwiąco. Spojrzała w górę. Stali obok siebie, a ich twarze nie wyrażały żadnych uczuć.
-Mała nie rób tego!
-D’joke…-wyjąkała. – Zostaw ich ty popierdolony, zboczony, kutasie. – Była wściekła. Dopiero teraz to poczuła. Jej fluxa. Chciała rozerwać nim kajdany, jednak to one stawiały opór, pochłaniając całą energię. I znów dziki, szaleńczy śmiech.
-Jaka ty jesteś naiwna! Teraz cały twój fluxa, pochłaniany jest przez to urządzenie na twoich rękach, sprytne prawda? Wysysa energie, a ja nie muszę nic robić. Ostatnim razem, gdy wyzwoliłaś go kilka razy, udało nam się pobrać próbki. – zacisnęła zęby z bólu, próbując się podnieść, jednak oszołomione ciało odmawiało posłuszeństwa. Zamknęła oczy, chciała się uspokoić, tylko wtedy miała kontrole nad fluxem. Usłyszała strzał, natychmiast otworzyła oczy. D’joke upadł niedaleko niej, z obficie krwawiącą raną, na ramieniu.
-Mei nie dotykaj tego, jest pod napięciem! – wrzasnął, podnosząc się na kolana. Niebieskooka odskoczyła natychmiast od klatki.
„Myśl! No kurwa, mać…Czemu jestem taka bezsilna? Zawsze wtedy kiedy mnie potrzebują! Wolałabym zginąć już dawno, nie wciągając ich w to gówno! I to wszystko prze tego pieprzonego fluxa! Zaraz! Tylko moją moc to pochłania, bo tylko ja posiadam mitroxa! Gdyby tylko D’Joke był w stanie wyzwolić oddech!”
Leżał około dwóch metrów od niej. Zaczęła powoli przysuwać się do niego. Podczas gdy napastnicy znęcali się nad czarnowłosym, ona resztkami sił doczołgała się do brata szepcząc:
-Musisz wyzwolić oddech gdy ja wyzwolę mojego fluxa. Wtedy mamy szanse…Skup się, pomyśl o grze, że teraz twoja kolej…Błagam Cię. – kiwnął lekko głową.
Patrzyła na brata, aż w końcu, nie tyle ile zobaczyła co poczuła zimną energię bijąca od niego.
„Teraz!” Naglę usłyszała trzask, a ręce wyswobodziły się, z już roztrzaskanych na małe kawałki, kajdanków. Wszystkie twarze, zwróciły się w ich kierunku. Nie czekała, całą swoją energię skierowała w ich stronę. Część z mężczyzn upadła na ziemie, inni zdołali oddalić się, wystarczająco daleko. Powoli zaczęła podnosić się, do pozycji stojącej, w dalszym ciągu osłaniając się fluxem. Gdy stanęła twardo na podłożu, bacznie się rozglądnęła, trzynastu zabitych. Dwadzieścia siedem osób stało teraz obok klatki, otaczając „przywódcę”.
Czarny leżał niedaleko, żył…
-Jeżeli zrobisz cokolwiek, to reszta twoich przyjaciół, zginie! – spojrzała na niego. Dostała szału, miała serdecznie dość, tego, że jej najbliżsi cierpią przez Nią. Spojrzała na Bleylocka, uśmiechał się triumfalnie, myśląc, że znów wygrał. Ogarnęła ją furia, dzika i niepohamowana.
Straciła kontrole, poczuła jak Mitrox, coraz obficiej wypływa z jej ciała. I nagle błysk, wszystko się zatrzęsło. Upadła, czując ogromny ból w okolicach brzucha. Dwie kule ugodziły ją w prawy bok. Zawyła z bólu, podnosząc wzrok. Została ich trójka, On i dwaj najwięksi, najbardziej umięśnieni mężczyźni, obaj trzymali w ręce broń. Czuła, że traci coraz więcej krwi, że ma coraz mniej siły. Musiała to zakończyć, natychmiast! Spojrzała w Jego stronę, leżał na ziemi, koło nieprzytomnego D’Joka. Usłyszała dziki śmiech. Kolejna fala bólu, tym razem ugodziła ją w przedramię. Podparła się, nieuszkodzoną dłonią o podłoże, nie miała już siły. Splunęła krwią na posadzkę. Poczuła na policzkach gorące łzy. Zamknęła oczy. Kilka obrazów przeleciało jej przed oczami; jej pierwszy gol, wygrana w ostatnim meczu, cała drużyna, On, ich pierwszy pocałunek, jej ojciec, piraci.
-Ostatni raz, przecież dam radę, muszę ich uratować.- szepnęła do siebie. Zacisnęła zęby, czerwone światło znów ją okryło, wstała. Spojrzała na nich, wyciągnęła przed siebie zdrową rękę. Zaskoczeni napastnicy, upadli na ziemię. Nieżywi. Został tylko ON. Człowiek, który zniszczył jej całe życie, straciła przez niego matkę, teraz chciał zabić jej przyjaciół. Nie tym razem, nawet jeśli sama miałaby przypłacić za to życiem. Patrzył na nią zdezorientowany. „Jakim cudem jest w stanie jeszcze się ruszać?” przemknęło mu przez głowę. Chwycił broń, była szybsza, o wiele szybsza niż normalnie, bez żadnych „uszkodzeń” . Stała już koło niego.
-Jak Ty…?! –Dopiero teraz dostrzegł, że Mitrox zmienił kolor, nie był już czerwony, tylko purpurowy. Dotknęła dłonią jego klatki piersiowej.
-Giń, skurwysynie!
Całą moc skierowała na niego, ostatnie co zobaczyła w jego oczach, zanim flux rozerwał go na małe kawałki, to strach. Fala wybuchu, powaliła ją na ziemię.
Miała już dość, nie miała siły, czuła, że to już koniec. Obraz zaczynał jej się rozmazywać. Ujrzała kilka dość szybko poruszających się sylwetek.
„Przybyły jego posiłki?! Czyli co umieram na darmo? Kurwa!
I nagle nie czuła już nic.

komentarze [1]

:))) >> wtorek, 5 maja 2009 18:49:04
Przepraszam za jonasów, poniosło mnie. Połączyłam dwie notki i wycięłam niepotrzebne fragmenty. Tracę siły,nadzieje i wiarę. Ale musze dać rade...


Ejjj Chmurkus,Lola dziękuje za porządny opierdol. ;)
komentarze [2]

Część 24:"Życie jest tylko minutą wiesz?..." >> poniedziałek, 5 stycznia 2009 21:04:49
Cóż, Lola i Chmurkus, dziękuje za skomentowanie;) Cieszy mnie to że wam się podobało…
Nie było mnie znów długo, czemu? Remont, problemy, nauka. ;] a przy okazji mylog nie chciał mi się włączać ;/
Następna część, która jak zwykle mi się nie podoba. Ale chyba najdłuższa jest. ;)

***

-No, no…szykuje nam się ciekawy sezon- czerwono włosy zaśmiał się patrząc na „małego”…
-Zamknij się! Co ona tu w ogóle robi?! Wiedziałeś?- przyjaciel zaprzeczył tylko ruchem głowy po czym upił łyk ze swojego piwa.
-Stary!- chłopak klepnął czarnowłosego w plecy- Będzie zajebiście, przecież znasz Alex…
-Właśnie dlatego się obawiam…Dla mnie to skończone, już nic nie ma między nami…
-Jesteś tego pewien?- Thran popatrzył na niego i westchnął. On milczał. Skłamał, nie chciał mieć z nią już nic wspólnego, chociaż…Była mu tak bliska, znała go na wylot. Była przyjaciółką i kimś więcej. Dużo więcej…
Rozglądnął się dookoła, bar zaludnił się w ciągu niecałej godziny, spojrzał w stronę wyjścia, nie miał ochoty dłużej tu siedzieć…Założył bluzę, zostawił pieniądze, z dość dużym napiwkiem, poinformował przyjaciół że już wraca i wyszedł.
Spacerując po Genesis o tej godzinie czuł ulgę i spokój…Założył kaptur na głowę, by przypadkiem nikt go nie zaczepił prosząc o autograf. I tak był pewny że to się nie stanie. „Miasto” o tej godzinie cichło…na całe szczęście!
Szedł spokojnie, z słuchawkami w uszach, słuchał idiotycznych piosenek, które w żaden sposób nie poprawiały mu humoru. Wręcz przeciwnie! Smętne i smutne ballady, pogarszały jego samopoczucie z każdym krokiem. Nagle wpadł na kogoś, upadł na ziemię, przeklinając pod nosem. Spojrzał w górę, wykrzywił twarz w dziwny grymas.
Znów Ona, w towarzystwie dwóch, dość znajomych mu nastolatków.Ale on nie słuchał już tłumaczenia jednego z nich, dlaczego na niego wpadł. Wpatrywał się w czarnowłosą, ona w niego. Tak jakby nagle wszystko dookoła przestało istnieć. Patrzył jej w oczy i dalej nie mógł uwierzyć, że ona wróciła. Ta Alex, jego Alex…Jednak jej uśmiech nie zakrył tego na co zwrócił uwagę już w hotelu…Przeraźliwie smutne oczy. Zrozumiał, że nic nie jest idealne, że tak może nawet jest lepiej, tak…też tęsknił.
-Eh...miło było was poznać, ale ja spadam.- uścisnął ręce bracią. I spojrzał na zielonooką, uśmiechnął się nieco bardziej.- widzimy się na treningu Alex- szepnął i oddalił się, zmierzając do hotelu.
Otworzyła oczy, głowa bolała ją niemiłosiernie, a w ustach czuła suchość. Znała to uczucie. Chyba nawet za dobrze.
-Uwielbiam mieć kaca- rozglądnęła się, westchnęła po czym dodała: „ja pierdole” a minę wykrzywiła w dziwny grymas…Spojrzała tylko na zegar po czym wrzasnęła:
-Cholera jasna! Mam trening za piętnaście minut!- zaczęła biegać po pokoju szukając swoich rzeczy. Cała ona, zawsze spóźniona…

***

Spojrzał na zegar…spóźnia się już 15 minut. Co dla reszty oznacza dodatkowe 15 okrążeń.
Ciągle zastanawiał się czy dobrze zrobił, pozwalając jej wracać. Ale znał jej możliwości,
poświęcenie, ambicje i pasje do tej gry.
Usłyszał trzask, przeniósł swój wzrok od monitora na zadyszaną dziewczynę. Ubrana w stój treningowy, z lekkim makijażem i włosami spiętymi w wysoki kucyk. Pokiwał tylko przecząco głową.
-Wskakuj.- nie musiał wrzeszczeć, nawet nie miał ochoty. Dziewczyna czym prędzej weszła do holo-trenera.
Wszystkie oczy zwróciły się w jej kierunku. Uśmiechnęła się lekko i po chwili dołączyła do drużyny rozgrzewającej się przed kolejnym wirtualnym meczem. Brakowało jej tego.
Emocje, wysiłek, rywalizacja. Uwielbiała to. Ale dziś musiała dać z siebie wszystko. Pokazać że jeszcze pamięta jak to się robi.
Po wykonaniu wszystkich okrążeń, zatrzymała się i rozglądnęła. Na razie szło dobrze.
Wdech i wydech. „Dam sobie rade”. Mecz poszedł wręcz rewelacyjnie.
Siadła na wielkiej sofie. Obok Rocketa i Tii. Była wykończona.
-Co się z Tobą działo?- Czerwonowłosy stał przed nią, czekając na odpowiedź. Zaśmiała się, rozglądając dookoła. Ruda gdzieś zniknęła.
-Nie chciałbyś wiedzieć.- wstała i skierowała się do wyjścia.
-Jak zwykle bez odpowiedzi, mała. – skrzyżował ręce. Zatrzymała się, nie odwracając się
rzuciła tylko.
-Walczyłam, zabijałam, piłam- wyszła, więcej powiedzieć nie mogła a tym bardziej nie chciała.

***

Wyszła na balkon, z torby wyciągnęła paczkę papierosów, wyjęła jednego i odpaliła. Torbę odrzuciła w kąt pokoju, a sama oparła się o metalowe barierki. Zadrżała, prawdopodobnie nie powinna wychodzić po treningu, gdy była cała rozgrzana na balkon, szczególnie gdy na Genesis temperatura spadała w tym okresie poniżej zera. No cóż, nie przejęła się tym zbytnio.
Zaciągnęła się, czuła dym w każdej, zmarzniętej komórce swojego ciała, lubiła to. Palenie chociaż na chwile zajmowało ją i odciągało od codziennych problemów, sama nie wiedziała dlaczego. Tak po prostu, nałóg jest nałogiem. Ale nie zamierzała rzucać. Uśmiechnęła się patrząc jak wypuszczony dym rozwiewa się w każdą stronę, usłyszała jak ktoś wchodzi do pokoju. Nie odwróciła się. Dwie postacie wpatrywały się w nią, odwróciła głowę. Uśmiechnęła się.
-Palisz?
-Nie no co ty! Nie zauważyłam!- czerwonowłosy pokręcił tylko przecząco głową na ironiczny głos czarnowłosej. – Słuchaj, nie jestem już miłą słodką blondyneczką, która bała się wszystkiego. Mogę robić co chcę, nie powinno cię to dziwić.
- Ale czy my coś mówimy?- Tym razem odezwał się czarnowłosy. Uśmiechnął się. – To ty się trujesz. Nie ja.- uśmiechnął się i spojrzał na nią z politowaniem.
-Dobijacie mnie! Wróciłam. Halo, nie tylko ja się zmieniłam. Wy też. Nie wiecie jakie miałam tam życie. Bycie Piratem zobowiązuje…
-Skąd mamy wiedzieć jak nic nie mówisz zjawiasz się naglę, po trzech latach. Po tym jak uciekłaś.
-Kurwa o co masz te pretensje?! Musiałam odejść myślałam że ty jako mój brat mnie zrozumiesz. D’Joke, to była tortura. Nie mogłam o was zapomnieć, żyć bez was. Byliście i jesteście dla mnie najważniejsi. Co mam paść na kolanach i błagać o przebaczenie? Przecież sam wiesz że bym tego nie zrobiła.- Spojrzała na czarnowłosego. Patrzył na nią już od dłuższego czasu. Zmieniła się, naprawdę. Dopiero teraz to dostrzegł.
-Żałuje, ale to już nie zależało ode mnie. Moim obowiązkiem jest walczyć z piratami. Myślcie co chcecie, nie cofnę czasu, chociaż nie wiecie jak bardzo bym chciała. Jestem dzięki temu silniejsza. Nauczyłam się ukrywać cierpienie i ból. Nauczyłam się powstrzymywać emocje. Ale przy was mam trudności.
-Gdybyś była sobą, wszystko było by jak dawniej.
-Wszystko?- zakpiła i spojrzała na czarnowłosego, patrzyła mu w oczy, chciała go dotknąć przytulić, pocałować. Najbardziej brakowało jej bliskości. Chociaż zawsze otaczały ją bliskie osoby. Wtedy gdy była z nim, nie wiedziała jaką jest szczęściarą, mając kogoś na kim mogła polegać. Kogoś na kim jej zależało i na odwrót, czuła się ważna.
-Nie, nie wszystko. – Błękitnooki odwrócił się i wyszedł. Wiedział że mógłby powiedzieć coś co by skrzywdziło ich oboje, a tego nie chciał.
Siadła na zimnych płytkach, rozpuściła włosy, przyłożyła do ust papierosa, zaciągnęła się. Była zła? Raczej rozczarowana. Popatrzyła w górę, czerwonowłosy patrzył przed siebie, chwilę później siadł obok niej i oparł się o ścianę. Faktycznie było zimno. Jednak teraz nie chodziło już o to.
-Nie jesteś wcale silna, wręcz przeciwnie. Ukrywasz ból, boisz się bardziej niż kiedykolwiek.
Co ci to daje? W sumie cieszę się że wróciłaś. Ale wiesz co śmierdzisz jak popielniczka. – zaśmiała się.
- Echhh...Zimno, wchodzimy do środka?- podniosła się, zielonooki również. Miał racje, cierpiała, ale która „silna” kobieta się do tego przyzna? Już nie jest słaba. Nigdy więcej. Woli ukrywać ból, niż robić z siebie ofiarę losu. Będzie silna. Musi być. Szczególnie teraz. Gdy wróciła do nich.

***

Leżała pół naga obok chłopaka, czuła ciepło bijące od niego. Spocona i zmęczona, wtuliła się w jego umięśnione ciało. On spojrzał tylko na nią, uśmiechając się lekko. Do nozdrzy dobiegł zapach delikatnych kobiecych perfum, dostała je od niego. Kochał ją, Ona jego też. Mimo że od dwóch lat są parą, żadne tego nie powiedziało. Po prostu nie musieli. Wiedzieli to oboje. Że bez siebie nawzajem nie znaczą nic. On dopełniał ją, Ona jego. Jak Puzzle. Układanka zwana życiem, powoli zaczynała pokazywać obraz jaki oboje ułożyli, a kawałki puzzli pasowały do siebie idealnie. Jedna układanka, z dwóch różnych pudełek.
Brązowooki przyciągnął drobne ciało dziewczyny, gładząc przy tym jej różowe włosy. Uwielbiał to robić. Mimo iż zazwyczaj był roześmiany, ruchliwy i pełen życia. Teraz delikatnie gładził jej włosy, policzka, ramię. Bał się że może zrobić jej krzywdę, chociaż wiedział że to jest wręcz niemożliwe. Była delikatna niczym porcelana, którą łatwo stłuc.
Leżąc tuż obok niego, czuła się potrzebna. Nie udawała niczego, była sobą. Uwielbiała gdy On dotykał ją, pieścił, całował. Nie potrzebowała wielkich miłosnych wyznań, sama również ich nie składała. Chodź była pewna, że z kimś takim jak on może spędzić resztę życia. Nie dość że był dla niej nie tylko przyjacielem i chłopakiem, to w łóżku radził sobie całkiem nieźle, sex z nim, był jedną z najmilszych form relaksu.
Dopełniali się idealnie, a dwie różne układanki, łączyły się w jeden wielki obraz. Chcąc nie chcąc, los uśmiechnął się do nich, dając im siebie nawzajem.
Wszelkie rozmyślania przerwał dźwięk komunikatora.
-Musze iść…przepraszam.- wstał, ubrał się i całując dziewczynę w czoło, udał się w kierunku drzwi. Zatrzymał się jeszcze na chwilę, popatrzył na zielonooką uśmiechnął się.- Uwielbiam Cię Perbis wiesz?
-Tak słyszałam, Artie.- Uśmiechnęła się, do brązowowłosego znikającego za drewnianymi drzwiami.

***

Wszedł do kuchni, nie mógł zasnąć. Otworzył lodówkę, gdy wyciągał z niej sok, spojrzał w stronę okna. Uśmiechnął się. Zielone oczy patrzyły na niego, a ich posiadaczka uśmiechała się lekko. W rękach trzymała kubek, najprawdopodobniej z herbatą. Jej nocne rytuały.
Czarnowłosy wyciągnął dwie szklanki i nalał do obydwu. Postawił naczynia na stole, siadając po jednej stronie. Dziewczyna zeszła z parapetu, ciągle patrząc na niego. Usiadła naprzeciw, a kubek z herbatą postawiła obok soku. Milczał, nie lubiła tego. Pamięta że zawsze o czymś rozmawiali, śmiali się albo planowali nowe taktyki gry.
-Eeeee…czemu nie śpisz?- odezwał się cicho i upił łyk ze szklanki. Zaśmiała się.
-A idźeee!- wystawiła mu język.- Przecież wiesz, że mało sypiam.
-Przebiłaś język?!
-Mwahahaha. A co nie widać? Już dawno. – znowu zamilkł.- Micro-Ice?- spojrzał na nią.- Naprawdę mi was brakowało.
-Gdyby tak było, nie wyjechałabyś. Nie zostawiłabyś mnie i reszty. Nic nie mówiąc.
-Ale ja nie mogłam, was w to mieszać.- podniosła ton.
-Taaa, no pewnie lepiej wymknąć się w nocy i nie dawać znaku życia przez 3 lata. Byliśmy na Cillo z 5 razy!
-To że tam wróciłam ,nie znaczy że tam byłam.- popatrzył na nią zdziwiony.- Pokaże Ci, co przeszłam, ale jeśli komukolwiek się wygadasz, gwarantuje…że zamknę cię na 9 godzin w windzie, tak jak, wtedy Archa. – zaśmiał się. Kiwnął tylko twierdząco głową, że zrozumiał.
Dziewczyna odwróciła się do niego tyłem i ściągnęła bluzkę, a włosy spięła w kok.
Czuł jak jego serce bije coraz szybciej. A to co zobaczył na plecach, wstrząsnęło nim. Pięć ogromnych blizny, ciągnących się przez połowę pleców, głębokie rany, co nie gdzie brak kawałka najprawdopodobniej wyciętego chirurgicznie ciała .
-Co…Cooo, to jest?!- dziewczyna odwróciła się do niego, uśmiech zniknął z jej twarzy.
-Byłam torturowana przez 7 miesięcy. Wiec nie mów, mi że mogłam dać jakiś znak że żyje.
Bleylock, a raczej jego „armia”- słowo ujęła w cudzysłów- złapali mnie na pierwszej misji po tym jak wróciłam.- założyła bluzkę i usiadła na parapecie.- Znaleźli mnie gdy, przez przypadek, któryś z jego idiotów włączył mój nadajnik. Przez ten czas, przechodziłam różne testy. Mam szczęście, że żyje. Gdyby nie Mitrox, przeżyłabym może tydzień…
-Mitrox?
-Widzisz, jestem tak głupia że ci ufam.-spuściła wzrok.- Mitrox to flux, ten który widziałeś, gdy z wami poleciałam na Cillo. Jest jednym z kilku najgorszych, tych „nieistniejących” już. Ale dziwnym cudem, ja go posiadam. I dzięki niemu przetrwałam. Nie tak, łatwo go wydobyć. Jemu też się nie udało, na moje szczęście. Wiem tylko że moc, którą dysponuje, jest dość duża. Wystarczająca, by zniszczyć całą galaktykę. Kiedy w końcu, mnie uratowali, musiałam nauczyć się panować nad nim. Dlatego, nie wróciłam wczesnej. Nie mogłam…- zeskoczyła lekko na nogi i ruszyła w kierunku drzwi, dwie łzy spływały powoli po jej policzkach. Poczuła nagle jak chłopak chwyta ją w pasie i odwraca. Patrzył na nią, tak jak kiedyś. Ona nadal go kochała! Ciągle i nieprzerwanie, tak samo mocno!
-Alex- głos lekko mu się podłamał.- Ja…nie umie o tobie zapomnieć. Cały czas, ciągle myślę o Tobie, od kiedy wyjechałaś…- To przeważyło nad wszystkim. Nie myślała już o rudowłosej, o tym że on jest z nią. Że są parą. Ona czuła to samo. A teraz…już nie przejmowała się niczym. Czuła jego ciepłe ręce na biodrach, przysunęła się jeszcze bliżej. Patrzyli sobie w oczy, była teraz tak blisko niego, że mógł z łatwością policzyć jej rzęsy. Zamknął oczy. Ona uczyniła to samo. Nagle poczuła to! Smak jego ust, jego język, który przyjemnie „łaskotał” jej podniebienie, to uczucie! Brakowało jej tego. Jego całego, tego jak ją całował, jak na nią patrzył, jak dbał o nią. Przy nim czuła się bezpieczna.
Otworzył oczy, zdał sobie sprawę co robi. Cofnął się, pokiwał głową.
-Ja nie mogę, Alex! Jestem z Yuki...- wyszedł.

***

-Kurwa, kurwa, kurwa…- kopnęła kolejną piłkę, spudłowała. Emocje, znów ją poniosły. Powinna zachować się, zupełnie inaczej. Miała się do niego nie zbliżać, nie dotykać, a przede wszystkim nie całować! Kiedy kolejna piłka trafiła w słupek, czarnowłosa upadła na kolana. Była zmęczona, od 3 godzin „siedziała” w holo-trenerze, wyciskając z siebie siódme poty. Próbowała odciągnąć swoją uwagę od incydentu sprzed kilku godzin. Gdy podniosła się z wirtualnej murawy, wszystko nagle zaczęło znikać. Zdenerwowała się. Przy maszynie sterującej stał Arch i D’Joke.
-Długo tam siedzisz?- wzrok trenera, przeszywał ją na wylot.
-Nie wiem, kilka godzin?- usiadła na sofie.
-Czy ty jesteś normalna?! Trening zaczyna się za pół godziny! A ty jesteś kompletnie zmęczona!
-Dam rade…-odburknęła i wstała. Poczuła jak kolana jej drżą, upadła na miękką sofę. Doprowadziła się do granic możliwości, wiedziała o tym bardzo dobrze. Jednak nie chciała, pokazywać im że mają racje. Trener wywrócił tylko oczyma.
-Jesteś niemożliwa! Odpocznij…- złagodniał trochę. Dziewczyna powoli wstała, kierując się w stronę drzwi. Czerwono włosy podszedł do niej bez słowa. Uśmiechnął się. Zielonooka podparła się ręką na jego ramieniu. Gdy w końcu doprowadził ją do pokoju, odezwał się.
-Co się stało?
-Nic. A co miało się stać?- zdziwiona popatrzyła na niego.
-Nie jestem głupi, mały też ma jakiś humorek dziś. Czy wy…
-Co my?- nie dawała nic po sobie poznać. Nie chciała w żaden sposób pokazać, że ostatnia noc dała jej do myślenia.
-Nie nic…- drzwi otworzyły się. Mei, Tia i Yuki wyszły zadowolone, patrząc na rodzeństwo.
-Stało się coś?- rudowłosa przystanęła, uśmiechnęła się miło i spojrzała na czarną.
-Nie twoja sprawa.- jej ton wyrażał co najwyżej pogardę. Weszła szybko do pokoju, zostawiając zdezorientowaną dziewczynę i brata. Nie miała ochoty na rozmowę, ani z nim a w szczególności z nią. Położyła się na jedynym zasłanym łóżku. Zasnęła.

***

Ze wszystkich piratów, jego nienawidził najbardziej. Może to przez to, że skazał jego rodziców na śmierć? Albo przez to, że w żaden sposób nie czuł się winny? Niebiesko włosy doprowadzał go do szału. A on nie umiał, opanować nerwów widząc go. Zdenerwowany wszedł na statek. Byli już wszyscy. Sonny popatrzył na komputerowca i Artiego. Ci wymienili tylko fałszywe uśmiechy i rozeszli się do różnych pomieszczeń ,na dość dużym statku. Kolejna misja, nowe łupy oraz zdobycie kilku ważnych informacji. Teraz nie obchodziły go stosunki między nimi. Liczyła się praca zespołowa i czas. Im szybciej pozyska te informacje, tym szybciej będzie mógł zapobiec działaniom Bleylocka, który w jego mniemaniu był tylko zwykłym pasożytem, żerującym na innych. Nie obwiniał, ani nie oceniał nikogo. To co się zdarzyło było dla niego tylko bolesną przeszłością. Do której nie chciał wracać. Teraz liczyło się dla niego dobro jego rodziny, której od dawna nie widział. Trzy lata sprawiły, że zimny, oschły mężczyzna, stał się opiekuńczym ojcem, dorosłych już dzieci. Kochał je, chodź tak bardzo przypominały mu żonę, którą stracił, zostając tym kim jest. Nie przeszkadzało mu jednak jego dotychczasowe życie, wręcz przeciwnie lubił je. Z cichego laboranta, stał się twardym mężczyzną, znanym w każdej galaktyce. Spojrzał na olbrzymi telewizor, uśmiechnął się widząc syna, z którym znana reporterka przeprowadzała wywiad. Był dumny, chłopak spełnił swoje marzenia, robiąc to co kocha najbardziej- football.
A córka? Wyrosła na niezależną, mądrą dziewczynę, silną a zarazem delikatną, przypominającą jej matkę. Byłaby dumna widząc teraz swoje pociechy.

komentarze [5]

Część 23:"Wracamy do tego, co najbardziej kochamy..." >> wtorek, 19 sierpnia 2008 00:09:13
No więc, pierwszy odcinek 2 serii. Wiem, wiem. Tamta nie była za udana i za długa, ale musicie mi wybaczyć i jedyne co obiecuje to że notki będę się starać dodawać częściej i systematyczniej…
Notka tylko i wyłącznie o Alex-przykro mi(wcale nie ;P)
Przepraszam notka fatalna, ale błagam o wybaczenie, początki nowych serii to całe wprowadzenie, to najgorsze co może być!

3 Lata później.
„Powrót na Genesis.”

Szła kołysząc lekko biodrami, jej długie czarne włosy powiewały lekko. Dziewczyna była ładna, nawet bardzo. Jednak kilka widocznych tatuaży i kolczyków, oszpecało jej ciało, w mniemaniu innych. Sama już dawno przestała zastanawiać się co on niej myślą. W ciągu tych trzech lat zmieniła się nie do poznania. Nie tylko z zewnątrz, ale również tam w środku. Była zagubiona, bardziej niż kiedykolwiek. Chodź oczywiście nie przyznawała się do tego. W każdym razie, zmierzała do hotelu, ich hotelu. Tam gdzie zawsze mieszkali, słyszała o kontuzji ich napastnika, Marka. Uśmiechnęła się, to było tak niepojęte. Nawet sama nie wiedziała po co tam wraca. Po tym jak ich zostawiła.
Zostawiła tam cząstkę siebie. Zostawiła jego. Jednak nie zobowiązywała się do niczego, nie obiecała mu że będzie z nim na zawsze. A może wmawiała to sobie?
Nie była głupia, to wszystko widziała teraz z zupełnie innej perspektywy. Była jak maszyna, nieczuła i zimna a na domiar wszystkiego nie bała się zabijać. Znów była prawdziwym piratem.
Podeszła do drzwi, ręka robota pilnująca wejścia przeszkodziła jej w dalszej drodze, ta tylko wywróciła teatralnie oczami, podciągnęła rękaw bluzy i wcisnęła na małym zegarku niebieski przycisk. Maszyna tak jakby nagle przestała ją dostrzegać. Uśmiechnęła się. Przeszła przez automatyczne drzwi. Czuła jak serce bije jej coraz szybciej. To była jej chwila, chciała żeby było jak dawniej, żeby on był taki jak kiedyś. Ale wydawało jej się, a nawet była pewna że złamała go, ich wszystkich. Wtedy, w tamtą noc, która zmieniła ją w to kim teraz jest.
Szła, a serce, z każdym krokiem biło coraz szybciej. Nie bała się tylko, była ciekawa ich reakcji, jego reakcji. Słyszała z gazet i wiadomości że ma kogoś, tą dziewczynę, zastępcę bramkarza. Wyjechała windom na piętro i nagle usłyszała wrzaski trenera. Poczuła to. Tą tęsknotę odpychaną przez ten długi czas. To za czym tak tęskniła, tą siłę która uświadamiała ją że jest po co żyć. Mimo wszystko, nawet wrzaski Archa były dla niej czymś przyjemnym bo, uwagi po złych treningach, potrafiły ją motywować na następne…teoretycznie.
Zatrzymała się. I patrzyła przed siebie, drużyna wychodziła z holotrenera. Jednak nikt nie zauważył jej przez uchylone drzwi. Na końcu dumnie kroczyła ona, krótkowłosa rudowłosa dziewczyna, uśmiechnięta, trzymająca go za rękę. Czarnowłosa wykrzywiła się w dziwny grymas. Podeszła cicho do niedomkniętych drzwi, słuchała.
-D’Joke, co to miało być?! To nie jest zabawa! Za kilka dni zaczynają się rozgrywki finałowe! Czy w ciągu tych 3 lat nie nauczyłeś się dyscypliny na boisku?!
-Taaa, tylko że jak widzę Sinneda, nawet tego sztucznego to mam ochotę mu skopać dup…tyłek- czerwonowłosy uśmiechnął się pod nosem. Co wywołało furię u trenera. Po pięciu minutach gdy się uspokoił, popatrzył na drużynę. A ona? Stała za drzwiami powstrzymując się by nie wybuchnąć śmiechem.
-Czy wy chodź raz nie możecie zachowywać się jak dojrzali gracze?- spokojnym tonem wygłosił zdanie po czym zrobił przerwę.- Mamy niecały tydzień by znaleźć zastępstwo za Marka, który do finałów nie wyzdrowieje, ze złamaną w kilku miejscach nogą. Ponieważ jakiś idiota- tu spojrzał na Micro-Ica- zabrał go na naukę snowboardu. Na Genesis! Gdzie nie ma śniegu! A nie wiem czy jest ktoś tak dobry jak on!- wrzasnął i uderzył pięścią w stół.
-Może ja…-rozległ się cichy szept, z okolic drzwi. Cała drużyna spojrzała w tamtą stronę. I każdy (pomijając rudowłosą) otworzył usta ze zdziwienia.
-O kurwa mać…- wydukał czerwonowłosy, na co dziewczyna wybuchła śmiechem; w przeciwieństwie do trenera.

„Czasem uśmiech jest tylko pancerzem, który skrywa ból i
strach, rozdzierające serce...”

Stała i patrzyła na ich zdziwione twarze, uśmiechała się głupkowato, ale czuła się w jakiś sposób dobrze. Pierwszy otrząsnął się zielonooki, wstał i podszedł do niej. Patrzył na nią, nie poznawał jej, czarne długie włosy sięgające za pas, kilka widocznych tatuaży, kolczyki w wardze, brwi i języku, to jak była ubrana. Tylko oczy, po tym był pewny że widzi swoją siostrę. Ale czy to na pewno ona?
-Co siostry już nie poznajesz?- przytuliła się do niego. Gdy go puściła, odsunęła się kilka kroków.- Tak to ja…trochę się zmieniłam…
-Trochę?!- wrzasnął Thran.- Dziewczyno wyglądasz…
-Niesamowicie? inaczej? dziwnie?
-No…po prostu jak nie ty! –podszedł i przytulił ją, cała drużyna poszła w jego ślady.
Z małym wyjątkiem. Rudowłosej i „małego”.
Arch patrzył na czarnowłosą, faktycznie zmieniła się. Jednak coś tam podpowiadało mu że to jednak Ona…Ta Alex która w dalszym ciągu według niego pasuje do Snow Kids jak ulał. Ale po co miała by wrócić?… już raz ich zawiodła, uciekła…znowu. Uśmiechnął się. „Każdy ma prawo do drugiej szansy”.
-A ty nie przywitasz się…ze mną?- popatrzyła na czarnowłosego. On na nią i dalej nie mógł uwierzyć, nie chciał. Była mu tak bliska, była. A teraz, kiedy powoli przyzwyczajał się do braku jej ona się pojawia jak gdyby nigdy nic. Patrzyli sobie w oczy jeszcze przez chwilę, potem on odwrócił się i wyszedł. Wściekły. Tak, tęsknił za nią. Ale nie przyznawał się.
Bał się tego co może się stać, jeśli ona tu zostanie. A z drugiej strony, cieszył. Uderzył pięścią w drzwi. Nagle ktoś wszedł, uniósł wzrok, wykrzywił minę w dziwny grymas. Zamknęła drzwi, przeszła obok niego siadając na łóżku D’Joka.
-Tak bardzo obrzydza cie moja osoba?- szepnęła. Patrzyła na niego i czekała kiedy on zrobi to samo. – Wróciłam do was. Brakowało mi was…Ciebie.-prychnął i odwrócił się.
-Co ty sobie myślisz? Że znowu będziemy razem? Że dalej będziesz dla mnie kimś ważnym?
Że chcę żebyś tu była?!- Wrzasnął. Ona uśmiechnęła się.
-Tak…też tęskniłam.- Wstała i wyszła, uśmiechnięta. Jednak w środku, jej serce krwawiło. Przez te trzy lata nie zapomniała o nim. Nadal uważała go za kogoś ważnego. To dla niego i przez niego tu wróciła…i jeszcze dla nich. Tu zostawiła swoją rodzinę. Ich, przyjaciół, brata, trenera, Jego!
Wróciła na Cillo, znów była „zła”...Ale musiała, musiała opanować jej fluxa, którego kiedyś używali również piraci. Musiała dla nich walczyć, musiała bronić „swoich”…To było jej przeznaczenie, walka w obronie Cillo. Tak przynajmniej wmawiała sobie od rozstania z Galactik Football.
Nauczyła się wiele, podszkoliła zapomniane techniki walki, „doszlifowała” strzelanie…
Była diamentem, Czerwonym diamentem Cillo, tak ją nazywali. Chodź większość ludzi bała się jej, była dla nich tylko bronią. Potrzebną do walki. Niczym więcej. Jednak znalazła kilku przyjaciół. Odnowiła stare znajomości, znów przyjaźniła się z Artiem. Znów był dla niej jak brat, ale…już nie tylko on.
Lecz pomimo tego, jak bardzo chciała zapomnieć o Snow Kids, nie umiała i nie mogła…Jakaś siła, powstrzymywała ją, przypominała o tych wszystkich krótkich mniej lub bardziej wspaniałych chwilach, które spędziła z nimi. To oni stworzyli szczęśliwą Alex. I chodź teraz nie mogła narzekać, to bez nich, czuła jakąś pustkę. Brakowało jej, ich.
Tak, już wiedziała za czym tak tęskniła…Snow Kids. To wystarczy…


komentarze [2]

;)) >> piątek, 20 czerwca 2008 18:31:16
Przepraszam...jutro już jadę, na 3 tygodnie.
Notkę dodam w lipcu, tylko musze ją skończyć, a mam już pomysł na nią^^
Czekajcie na pierwszą notkę 2 serii ^^


Miłych wakacji! ;*
komentarze [4]

Część 22:"Pokazała mu świat do góry nogami. I było tam niebo." >> środa, 30 kwietnia 2008 09:12:31
Nie wiem, nic nie wiem. Coś znów się ze mną dzieje chce to skończyć. Ale jak na razie musze akcje dać. A tu lipa, zero pomysłów.
30 kwietnia- urodziny bloga^^. Wytrzymaliście ze mną (albo ja z wami).
Przedostatnia notka przed końcem serii? Nie wiem jeszcze…

Notka dla Alex- bo wyzwoliła ze mnie inną mnie. I w ciągu tego roku, pokazała że jestem inna, że zmieniam się z czasem. Że jestem. Że mam ważnych dla mnie ludzi.

Dziękuje: Loli, Ważce, Pacynce, Chmurkusowi, Nati, Magiorce, Amffiq.
Za to, że w jakiś sposób tu istniejecie.

A teraz czytajcie :

***

To był jej dom. Cillo. Nienawidziła tego miejsca z całego swojego serca. Każdy kawałek tej planety obrzydzał ją w nadzwyczajny sposób. Jej spojrzenie przeniosło się na piratów, a mina wykrzywiła się w dziwny grymas. Chwile później weszła do pokoju. Nic nadzwyczajnego;
trzy łóżka, każde z szafką nocną, szafa, dwa fotele i mały stolik. Wyszła na mały balkonik. Chociaż tu coś jej się spodobało. Widok na główne centrum Cillo. Prawie nic się tu nie zmieniło. Może kilka nowych budynków, jeszcze więcej zabieganych ludzi, dzieci bawiące się na specjalnym placu zabaw obok szpitala i dość duży ceglany dom otoczony roślinnością, bardzo zapuszczony, przynajmniej z zewnątrz. Oparła się o barierki wpatrując się w niego. Pamiętała że zawsze bawiła się tam z Artiem. Mimowolnie uśmiechnęła się.
Dwa pietra niżej zielone oczy wpatrywały się w dziewczynę, która można tak powiedzieć z gracją zsuwała się po rynnie. Chłodny wiatr rozwiewał delikatnie jej blond włosy. Gdy w końcu dotarła na sam dół, zadowolona z siebie ruszyła w kierunku ceglanego domu, co chwile rozglądając się dookoła. Zafascynowany jak również zdenerwowany, poszedł za nią. Chwilę później założyła kaptur, co utrudniało mu znalezienie jej w tumie ludzi, w który weszła. Był tu zaledwie kilka tygodni, a zrozumiał od razu, że to ktoś ważny. Niekoniecznie dla niego czy też planety, ale dla Artiego. A sama postać zielonookiej fascynowała go w każdy możliwy sposób. Nagle zdezorientowany zatrzymał się, i rozglądnął uważnie dookoła, zgubił ją.
-Szlag…-przeklął pod nosem plując przed siebie.
Nagle kilkanaście metrów przed nim przemknęła mu postać w białej bluzie przeskakująca przez wysoki mur. Chcąc, nie chcąc musiał przyznać że jak na dziewczynę, miała niezłą sprawność fizyczną. Podbiegł do muru i po wdrapaniu się na niego przeskoczył go, gładko lądując na stercie liści. Dookoła ceglanego domu rozciągał się mur. A przed domem rosło kilka dość wysokich sosen. Podobał mu się pomysł. Jednak sam dom, był w fatalnym stanie. Co niegdzie w budynku brakowało cegły a, uporczywe winorośle pokrywały znaczną część domu. Okna zakurzone, a żywopłot i kwiaty zaniedbane w każdy ze sposobów. Od razu nasunęła mu się myśl że jest opuszczony. Jednak zdziwiło go zachowanie blondynki, która mocnym kopniakiem wyłamała zamek w drzwiach i powoli weszła do środka. Nie tracąc czujności. Najwyraźniej myśląc że ktoś tu jeszcze mieszka. Zdezorientowany ruszył przed siebie. W głowie obmyślił już sobie plan. Wziął pod uwagę wszystko co wywnioskował z „podchodów”, nie zapominając o tym czerwonym świetle ze statku. Gdy znalazł się już blisko drzwi, powoli wyciągnął broń schowaną w futerale. Przełknął ślinę, i z wysuniętą przed siebie bronią wszedł do domu. Nie spodziewając się, że Ona już na niego czeka.

***

-Do jasnej cholery! Gdzie jest Alex?!- wrzasnął- Pytam się już dziewiąty raz i…
-Dziesiąty- posumował Micro-Ice
-Pewnie gdzieś wyskoczyła- D’Jok popatrzył na czarnowłosego i dodał nieco ciszej- może na piwo- oboje się uśmiechnęli.
Trener uderzył pięścią w stół po czym wrzasnął:
-Do holotrenera i bez dyskusji! 20 okrążeń tak na początek. A z tą panną policzę się jak wróci…
-Chciałbym jeszcze zapytać czy to groźba?- Ahito wpatrywał się w mężczyznę z wyraźnym rozbawieniem. Arch mordował go chwilę wzrokiem, jednak po chwili uśmiechnął się.
-45 okrążeń- dodał z przekąsem.

***

-I co teraz?- zapytała przystawiając chłopakowi broń do skroni.- Zabije cie twoim własnym pistoletem.
-On nie jest mój, tylko Artiego.- zielonooki uśmiechnął się pod nosem- I co nie pociągniesz za spust, strach cię obleciał? – dziewczyna puściła rękę którą „dusiła” chłopaka i stanęła naprzeciw niego, patrząc mu w oczy. Uśmiechnęła się , chowając broń za pasek spodni.
-Gdyby nie to że jesteś jeszcze głupi, to pewnie zarobiłbyś kulkę. Ale ciekawi mnie po co Artie cie tu przysłał.
-Sam tu przyszedłem, bo widziałem jak schodziłaś po rynnie.
Popatrzyła na czarnowłosego i uśmiechnęła się lekko…
-Wiesz co to za budynek?- zdziwiony, pokręcił tylko głową- to był mój dom. A Artie kiedyś był moim przyjacielem, jednak z kilku powodów ja uciekłam z Cillo zostawiając wszystkich i wszystko co miałam tutaj. A on, no cóż wykonywał rozkazy mojego ojca.
-Nie rozumie tu czegoś- zawahał się- dlaczego uciekłaś?
-Jeśli ci odpowiem dasz mi spokój.- Bardziej brzmiało to jak rozkaz niż pytanie, więc kontynuowała – bo chodź miałam tu wszystko co chciałam, brakowało mi czegoś. A teraz…wynocha.

***

Uchyliła lekko drwi, wsuwając głowę do środka, rozglądnęła się uważnie i kiedy upewniając się dokładnie że nikogo nie ma weszła. Kierując się w stronę sypialni chłopaków.
Weszła i ujrzała brata, który siedział dumnie na czarnowłosym co prawdopodobnie oznaczało wygraną „bitwę”. Oboje spojrzeli na nią, ta tylko pokiwała głową z niezadowolenia szepnęła „dzieci” i usiadła na łóżku obok.
-Mogę wziąć twojego niewolnika?- wskazała na czarnowłosego.- Chciałam mu coś pokazać.
-Eeee…jasne!- czerwono włosy, klepnął przyjaciela w pośladki, wstając z niego i kierując się w stronę wyjścia.- Idę do Thrana, dawno go nie wkurzałem.- Gdy doszedł do drwi, odwrócił się jeszcze i powiedział- Radze ci unikać Archa, przez ciebie mieliśmy dłuższy trening!
Blondynka uśmiechnęła się tylko i spojrzała na Micro-Ica.
-Ubieraj gacie- rzuciła w niego spodniami- jak już mówiłam chciałam ci coś pokazać.
Chłopak popatrzył na nią i wykrzywił się dziwnie.
-No! Szybciej- zaśmiała się- nie mam całego życia dla ciebie.

***

-To niemożliwe- głos w słuchawce załamał się lekko- przecież ona…Jakim cudem przeżyła?!
-Sam nie wiem…Ale ma fluxa, pobrałem też próbkę którą zapewne niechcący zostawiła na drzwiach ich statku. Sonny ten flux nie figuruje w naszej bazie danych!
-Artie pilnuj jej, z tego co mówiłeś, wyzwala go gdy jest zła. Więc ty się do niej nie zbliżaj, wyślij kogoś kogo nie zna. My za kilka godzin powinniśmy wrócić.
-Dobra, teraz jest w kwaterze dla graczy więc nie mamy się czym martwić, chyba że zachce jej się spacerów.- odłożył słuchawkę. Jeszcze chwilę wpatrując się w ekran, na którym chwilę wcześniej znajdywała się twarz kapitana. Nie mógł otrząsnąć się jeszcze po tym co się stało, tam na statku. Był jak nieprzytomny. A jego brązowe oczy straciły, tą radość. Tak jakby jego świat zawalił się w jednym momencie. Bo tak się stało. Spojrzał za okno, padał deszcz. Podszedł bliżej, otwierając je. Pozwalając kilku kroplom, spaść na jego twarz. Popatrzył dookoła. Cillo nocą było cudowne. Wszystko tak jakby ucichło. Ludzie nie krążyli, w jedną, to w drugą stronę. Jednak sam chłopak wiedział jak było naprawdę. Laboratoria i wszystkie podobne instytucje czuwały cały czas. Rzadko kiedy były zamknięte. Jednak nie obchodziło go to w tym momencie. Patrzył jak latarnie oświetlają, zamoknięte ulice. Widział kilku przechodniów, jedni trzymali się za ręce, ciesząc się swoim szczęściem. Inni szli w kapturach, myśląc o tym jak bardzo są samotni, zagubieni. A on? Czy on był szczęśliwy? Tak, chyba tak. Ale brakowało mu jej. Alex od najmłodszych lat była z nim dzień, w dzień. Trenowali razem, bili się z innymi, śmiali się z tych samych rzeczy, byli jak rodzeństwo. Jednak kiedyś, to się skończyło. Wtedy kiedy ona postanowiła odejść.

***

-Gdzie ty mnie prowadzisz?
-Nie marudź, tylko chodź szybciej…-dziewczyna spojrzała na jego niezadowoloną minę i zaśmiała się pod nosem.
-Jasne…-mruknął cicho.- Nie dość że wzięłaś mi bluzę, to jeszcze rozkazujesz…
-Przecież założyłeś inną, a poza tym nie rozkazuje tylko zapraszam. Tak jakby…Bo to ty jako chłopak powinieneś mnie zabierać w różne hymmm…-zamyśliła się- ciekawe miejsca.
Szła koło niego, nie wiedziała po co w ogóle go tam bierze. Chyba za bardzo się przed nim otwiera. I tak w dość krótkim czasie on dowiedział się o niej więcej niż ona o nim, ale nie o to jej teraz chodziło. To było dla niej ważne. Sama nie chciała tam iść. A on? On się nadawał. Tak jej się wydawało. Podeszła do niego i chwyciła za rękę. Chłopak nic nie powiedział, tylko lekko się uśmiechnął.
Patrzył na nią, coś się zmieniło. Od kiedy tu przylecieli. Ona była inna. Odważniejsza. Chociaż…ciąganie go po nocach miała w zwyczaju, już nie pierwszy raz to robiła.
-To tutaj- zatrzymała się przed ceglanym budynkiem- to mój dom. Chciałam żebyś pomógł mi coś znaleźć- ścisnęła mocniej jego rękę. Czuł że się boi. Nie musiał się pytać, wiedział, a nawet był tego pewny. Weszli do środka, spojrzał na drzwi były wyłamane.
-To twoja robota?- szepnął lekko, w obawie że ktoś ich usłyszy i wyleci z bronią grożąc im.
Jednak nic takiego się nie wydarzyło. A dziewczyna kiwnęła jedynie głową na potwierdzenie jego słów. Chłopak rozglądnął się dookoła.
Dom wewnątrz wyglądał jeszcze gorzej niż na zewnątrz. Wszędzie pełno kurzu, cześć szyb powybijana, stołki w olbrzymiej jadalni połamane. Pajęczyny przy: lampach, łóżku, kątach pokoi. Nie zdziwiłby się gdyby zobaczył tu szczura, czy jakieś robaki.
Weszli po schodach. Gdy wyszli, dziewczyna skierowała się w głąb, krótkiego korytarza. Stanęła…Uśmiechnęła się. Chłopak popatrzył na nią, później na drzwi. Obok nich znajdowały się przyciski i mała karteczka z napisem: „ I TAK NIE ZGADNIESZ” . Zaśmiał się. Chwile potem patrzył jak dziewczyna powoli wystukuje kod. Drzwi, otworzyły się samoczynnie. Nie chciała tam wchodzić, a może…tak, teraz już sama była pewna- bała się. Spojrzała na niego. Błękitnooki ścisnął mocniej jej dłoń
-Będziesz?...- Chciała w tym momencie się wycofaj jednak poczuła ręce chłopaka na swoich biodrach, jak delikatnie popycha ją w głąb pokoju. Już nie miała wyjścia.
-Zawsze jestem…pamiętaj.- szepnął jej do ucha. Po czym, puścił ją i weszli razem do pomieszczenia.

***

Patrzyła na niebieskookiego, w ręku trzymał wisiorek, uśmiechnął się. Blondynka pokręciła tylko głową. Jak on to robił? Nie miała pojęcia. Był przy niej, pomagał jej. A co najważniejsze chciało mu się. Przy tym zachowując się w ten typowy dla niego sposób. Miał w sobie takie dziecko. Dziecko, które cieszyło się z najmniejszej rzeczy, tak błahej jak znalezienie jakiegoś tam łańcuszka. Uśmiechał się od ucha do ucha. To w nim lubiła. Był taki jak był, potrzebowała kogoś takiego od dawna. Kogoś na pozór tak innego, kogoś kto byłby przy niej, wiedział o niej tak wiele. Ktoś przed kim mogła być sobą.
Podeszła do niego, stając przed nim. Patrzyła na niego, on nie był jednak dłużny. Jego oczy „śmiały się” do niej. Wiedziała że nikt im nie przeszkodzi. Byli tylko oni. Ona-wpatrywała się w niego a serce biło w szaleńczym rytmie. On-lekko zbity z tropu, jednak wiedział co się stanie. Ba! A nawet chciał tego. Już od dawna, a nawet od samego początku, ona podobała mu się w nieznany jeszcze dla niego sposób. Pokazywała mu świat z zupełnie innej perspektywy, taki jaki mu się podobał dużo bardziej, niż ten, na co dzień.
Nie było już odwrotu, spojrzał na nią, zamknęła oczy zbliżając twarz, przymknął powieki.
Do nozdrzy dochodził zapach lekkich kobiecych perfum. Czuł jej język, sam jednak nie pozostawał dłużny. Chwilę potem jej ręka „zanurzyła” się w jego włosach. Nie miał zamiaru przestawać, nie chciał. Czuł ją, jednak nie fizycznie, czuł to tam…w środku.
Gdy skończyli, popatrzyła na niego, napotkała jego wzrok. Lekko się zarumieniła. Nie rozumiała swojego zachowania. Dlaczego teraz, przy nim czuła się tak dziwnie?
Dlaczego on dalej, w ten swój sposób uśmiecha się do niej? Patrzyła jeszcze na niego chwilę, potem on, chwycił ją za rękę.
-Idziemy…- powiedział cicho. Nie sprzeciwiała się, nie musiał nic więcej mówić. Wystarczyło jej że był. Że czuła jego bliskość. Ścisnęła tylko jego doń, wychodząc.

komentarze [7]

Część 21:"Człowiek ma dar kochania, lecz także dar cierpienia." >> sobota, 15 marca 2008 21:02:45
Nie wiem, co się dzieje ze mną i moją „weną”, poszła się chyba jebać(za przeproszeniem oczywiście) nie mam żadnych pomysłów, planów. Naruto mąci mi wszystko, tak w ostatniej notce zaczęłam pisać o Sasuke i Naruto, ale w końcu się zorientowałam że mi się coś posrało.
Doszłam też do wniosku że mam ładnie nasrane w głowie, ale ja nie o tym. Notka no cóż, sami oceńcie. Mi jak zwykle się nie podoba.

WAŻKA! -wracaj cholera jasna!

AHA!
http://galactik-football-stars.blog.onet.pl/ macie tu galerie i piratów moimi oczami, może nie do końca przypominają ich, ale przynajmniej jakaś namiastka tego jakich chcę wam ich pokazać ;)).

***

Ostatni trening przed wylotem na Cillo. Blondynka przejęła piłkę zaczęła nacierać na bramkę przeciwnika, w końcu podała do zielonookiego. Po chwili oddał ją, jej a ta sprawnie ominęła przeciwników.
Wybiła piłkę w górę, kończąc tym samym jej rolę, czerwono włosy wyzwolił oddech i wzbijając się wysoko w górę uderzył głową piłkę, która po chwili wpadła do bramki.
Gdy wylądował gładko na „boisku” wszystko dookoła zaczęło znikać. Pierwsze co ujrzał to uśmiechniętego trenera.
-A teraz idźcie się spakować, wylatujemy za trzy godziny.
Zielonooka stała przy drzwiach czekając na czarnowłosego, gdy ten w końcu uwolnił się od D’Joka, który wskoczył mu na plecy wołając „a teraz mój wierny kucu, do stajni!”, poszedł do rozbawionej dziewczyny mrucząc coś co brzmiało jak: „bardzo śmieszne”.
-Ej a co z tym ‘notesikiem’ Thrana?- Zmienił temat
-A tak! Świetna lektura poczytam wam jak będziemy lecieć, ale za to ty zrobisz też coś dla mnie.- uśmiechnęła się cwanie po czym zniknęła za drzwiami pokoju oznaczonego małą liczbą 2.

***

-A co ze mną, Inverem i Barisem?- rzekł cicho brązowowłosy, patrząc na kapitana z nadzieją.
-Snow Kids, mają z nami mecz za 5 dni, jutro przylatują, a ktoś musi się nimi zająć, wracamy za 3 dni. Mam nadzieje Artie że planeta będzie się jakoś trzymać. I pamiętaj, żadnych zabaw typu: „Ustrzelmy komuś kawałek dupy”, tak jak to zrobiliście przypadkiem Benethowi.
-No, dobra! Już nie musisz mi wypominać! Ej, Sonny mam coś przekazać synkowi?
-Tak, masz mu nic nie mówić o Alex…-zniknął w drzwiach samolotu.
-Jasne, jasne.- mruknął pod nosem, po czym krzyknął do oddalającego się przyjaciela- Baris idziemy pić?!

***

-Dalej nie rozumiem po co ci moja bluza.- westchnął i usiadł na łóżku.
-Debil…-mruknęła pod nosem i wywróciła oczami
-Słucham?
-Nie, nic. Ja tak czasem lubię do siebie mówić- zasunęła suwak w białej bluzie.
-To na co ci moja bluza?- dopytywał się
-Po prostu mi zimno.
-Trzeba było się do mnie przytulić. Znaczy eee…- zamieszał się, a dziewczyna buchnęła śmiechem, siadając obok niego czerwona ze śmiechu.

***

Popatrzył na Barisa, uśmiechnął się pod nosem.
-Długo wczoraj jeszcze siedzieliście jak poszedłem?
-No, wiesz…niby godzinę, ale…
-To była ciężka godzina, chyba zmieszaliśmy za dużo piwa z wódką.- odezwał się Artie.
-Ehh, nie przypominaj mi…-zmarkotniał, ale po chwili wybuchł pełen entuzjazmu- Ej! Właśnie dziś poznamy ósmego gracza Snow Kids! Mam nadzieje że to będzie jakaś fajna laska!- podarł dłonie o siebie, uśmiechając się.- Pokaże jej Cillo!
-A Weredia?- Brązowo włosy spojrzał na przyjaciela.
-Co z nią?
-Nie pamiętasz?
-A co niby mam pamiętać? Mówiłem coś wczoraj?- Zrobił głupią minę na co dwaj nastolatkowie siedzący obok niego wybuchli śmiechem.
-No w sumie to raczej wrzeszczałeś że jest świetna, że coś tam…i chciałeś nawet do niej iść, ale noo…ale uciekłeś jak byliśmy pod jej domem.

***

-Perbis, Weredia i Kerisa – wszystkie trzy wstały, patrząc uważnie na kapitana- zostajecie na statku potrzebuje kogoś do łączności i do znajdywania planów więc…Weredia ty szukaj planów budynków, Perbis siedzisz na łączności, a ty Kerisa łamiesz hasła.- kiwnęły głowami po czym skierowały się do małego pomieszczenia, w którym znajdowało się mnóstwo komputerów.
Zajęły miejsca bez słowa, skupione na przydzielonych im zadaniach. Wszystkie trzy miały na głowach słuchawki a przed nimi stały małe mikrofony, przez, które kilka minut później miały wskazywać drogę i pomagać „swoim”.
„Różowa” spięła włosy w wysoki kucyk, jednak jedno pasmo uparcie spadało jej na oczy, zdenerwowana spięła je wsuwką. Popatrzyła na swoje towarzyszki. Uwielbiała każdą z nich jednak brakowało jej tej małej zielonookiej dziesięciolatki, która zawsze potrafiła ją rozbawić. Przymknęła na chwilę oczy, obraz sprzed kilku lat, przemknął jej przed oczyma; mała blondynka, Artie, Weredia i ona bawiący się w wojowników. Uśmiechnęła się mimowolnie. Po chwili usłyszała jednak wrzaski. Otworzyła oczy i spojrzała na monitor.
-Sonny- wrzasnęła- Uwaga! 3 strażników są coraz bliż…
-Następnym razem daj znać wcześniej!- usłyszała chłodny głos przywódcy.

***

Chłopak ostrożnie wszedł na statek, za nim dwójka przyjaciół.
-Chodźcie, trzeba ich „przywitać”- ostatnie słowo ujął palcami w cudzysłów
-Taaa…To może jeszcze wypijemy herbatkę i zjemy ciasteczka i całus na dzień dobry?- zapytał z ironią blond włosy
-Ale ja nie chce całować się z Micro-Icem. Okej macie być spokojni. Wchodzimy.- pchnął drzwi, które otworzyły się bez większych problemów.
Pierwsze co ujrzał to trener Snow Kids, potem drużynę, którą zresztą dobrze znał, szczególnie roześmianą twarz czarnowłosego. Rozglądnął się uważnie po pomieszczeniu szukając brakującej osoby.
-Ahh… Siemanko!- uśmiechnął się szeroko- To Inver i Baris- wskazał na czarnowłosego i blondyna, ci tylko kiwnęli głowami.- A gdzie macie 8 gracza- uśmiechnął się chytrze i spojrzał na trenera.
-Artie nie uczyli cię ze ciekawość może zabić?- Chłopak odwrócił się.
Ujrzał, zielonooką, która z rozbawieniem patrzyła na niego. Spojrzał na Barisa, wpatrywał się w blondynkę z otwartymi ustami. Nie miał pojęcia jakim cudem ona się tu znalazła i pamięta go. Ta tylko oparła się o futrynę drzwi, kręcąc głowa z niezadowolenia.
-Co nie pamiętasz mnie? A może wtedy ty sobie usunąłeś pamięć co?- jej głos z rozbawionego nagle stał się szorstki i chłodny. Oczy patrzyły na bruneta z chęcią mordu, a ręce zacisnęły się w pięści przygotowane do ataku. Spojrzała w prawo.- Baris głupio wyglądasz z otwartą paszczą, zamknij ją – chłopak potrzasnął głową, dopiero po kilku sekundach zdał sobie sprawę, ze te słowa kierowane są do niego. Wyprostował się, robiąc poważną minę, chwycił za broń umieszczoną na specjalnym pasie z tyłu spodni.
-Co chcesz mnie zabić?- zaśmiała się chłodno. Blondyn opuścił rękę, spuszczając wzrok. Zielonooka obdarzyła spojrzeniem czarnowłosego pirata, nie znała go. Po czym znów skierowała „zimne” oczy na Artiego, który mamrotał coś pod nosem.
-Co, ty tu robisz?- szepnął- przecież ty…wtedy. Jakim cudem…
-Przeżyłam?- wrzasnęła dokańczając za niego.- A takim cudem, idioto że nauczyliście mnie tego sami! Wiesz na co mnie skazałeś?- Głos jej się podłamał, dopiero teraz na nią spojrzał, to była ta Alex, jego najlepsza przyjaciółka, ta sama twarz, może nieco starsza, blond włosy, i te zielone oczy. Jednak nie zauważył by tliło się w nich to szczęście co kiedyś. Znów usłyszał jej wrzask- Zapytałam może mi do cholery odpowiesz?! – Milczał- A może ty Baris , masz coś do powiedzenia?- Chłopak nie raczył nawet spojrzeć na dziewczynę.-Kurwa mać!- wrzasnęła uderzając pięścią w metalowe drwi robiąc w nich olbrzymie wgniecenie. Teraz twarze zarówno, piratów jak i Snow Kids wpatrywały się na blondynkę. Czerwone światło otaczało ją z każdej strony. Czuła nienawiść, którą dotychczas zamaskowywał smutek i pustka. W tej chwili nienawidziła tej planety, chodź już od dawna chciała tu wrócić. Ale nie mogła, nie umiała wybaczyć przyjaciołom że ją zostawili. Podeszła powoli do chłopaka, światło zniknęło. Stanęła naprzeciw niego, chciała żeby spojrzał na nią, powiedział coś, żeby wyjaśnił wszystko. Ten wpatrywał się w podłogę z opuszczoną nisko głową. Zamachnęła się, by wymierzyć cios. Gdy pięść już „ruszyła”, brunet podniósł głowę. Nagle ręka zatrzymała się przed zapłakaną twarzą chłopaka. Popatrzył na nią, ona na niego również. Nie dała rady tego zrobić, nie jemu…
-Nie wahaj się, przecież zasłużyłem. Nie mam nawet zamiaru się bronić- Nie powstrzymywał łez, nie zasłaniał też twarzy rękoma. Stał bezczynnie, patrząc na zdziwioną blondynkę.
-Fakt zasłużyłeś- odezwała się normalnym tonem- Ale nie dam ci tej ulgi. Nie pozwolę żebyś nie czuł cierpienia. Chce żeby było większe niż moje. Może niektórzy na moim miejscu wybaczyli by ci. Ale nie ja. Za dużo wycierpiałam, głównie przez ciebie.- odwróciła się szybko przecierając policzki.


komentarze [7]

Część 20:"Ból całkowitej samotności nie należy do tego świata, prawda?" >> piątek, 29 lutego 2008 22:36:29
I na obiecywaniu się skończyło ;))) Mogę jedynie przeprosić i mieć nadzieje że mi wybaczycie. Notka bardzo mi się NIE podoba. Bez żadnego sensu, za bardzo pochłonięta jestem teraz Naruto. Piszę bo chce to skończyć.
Notka miała być dla Loli [za to twoje ’notka ma być do środy jak nie to zobaczymy’] ale jak już wspomniałam czegoś takiego żal komukolwiek „dedykować” ;))
Więc bez większych rewelacji , notka nadzwyczaj fatalna bez tej wisienki na „szczycie” tortu.
Przepraszam jeszcze raz. A teraz jeśli macie ochotę to zapraszam do czytania :

***

Patrzył bystrym wzrokiem na piratów zebranych koło niego, każdy z nich trzymał za pazuchą kilka pistoletów, noży i zapasowych magazynków. Popatrzył w dół ujrzał czarne trampki, obcisłe jeansy i czarną bluzkę z nadrukiem. Żadnej broni, ani ostrzy. Nic. Stał tam jako jedyny bez żadnej ochrony przed atakiem. Ale czyim?
Zielone oczy rozbłysły w świetle zachodzącego słońca. Nikt z nim nie rozmawiał, nikt nie patrzył na niego, nie obchodził ich. Nic się nie zmieniło tylko ta pustka rozrywała go od środka. Zacisnął rękę w pięść, rozglądając się bacznie po sali szukał kogoś, kogo znał. Ujrzał różowe włosy, dziewczyna stała koło Artiego śmiejąc się donośnie. Podszedł bliżej nich, gdy go ujrzeli oboje się uśmiechnęli.
-Chciałem…- zamilkł na chwilę, a gdy już otworzył usta by dokończyć brunet zrobił to za niego.
-…broń?- kiwnął głową.- masz!- rzucił- Na razie używaj jej tylko w potrzebie.
-Yhy- mruknął tylko i oddalił się.

***

Szła koło blondyna, nie patrząc nawet w jego stronę. Przy nim czuła się dziwnie, tak inaczej.
Rzadko kiedy rozmawiali. A nawet jeśli to się zdarzyło, trwało to bardzo krótko. Ona nie znała jego, on zaś nie znał jej. I chodź często na nią patrzył ta tylko odwracała wzrok cała czerwona. Słyszał od ludzi co się stało z jej rodziną. Nigdy jednak nie widział jej by płakała lub rozmawiała(jeśli to już robiła) z kimś o tym. Sam nawet nie pytał, nie wiedział nawet czy wypadałoby. Jednak był pewny ,że sama poniosła rany po tamtej stracie. Zarówno fizyczne jak i psychiczne. Popatrzył na jej nadgarstki, głębokie blizny zwracały uwagę każdego. Odwrócił wzrok. Nie chciał już patrzeć, nie mógł i nie umiał. Nie rozumiał tego co robiła ze swoim ciałem, może nie umiał zrozumieć?
-Czemu jesteś taki miły?- szepnęła cicho i spłonęła rumieńcem, dalej wpatrując się w słońce.
-Miły? –skrzywił się
-Mogliście zawiadomić mnie przez komunikator, a poza tym mieszkasz w ogóle nie po drodze, a często przechodzisz tędy. I przychodzisz zawiadamiać mnie o misjach. Chociaż nie musisz.
-Eee…-zaczął drapać się po głowie, teraz to on był czerwony ze wstydu.

***

Drzwi otworzyły się z wielkim łoskotem. Do środka wpadł Thran.
Dziewczyna szybko odskoczyła od leżącego w łóżku, poobijanego chłopaka. Poczuła jak się czerwieni.
-D’Joke ty głupi debilu! Bierz to ode mnie!- za obrońcą do pokoju wparował czerwono włosy. W ręku trzymał czarną mysz. Gdy przestał się śmiać zauważył blondynkę i Micro-Ica. Dostrzegł podbite oko i kilka zadrapań na twarzy przyjaciela. A na domiar tego oboje byli jakby zmieszani, patrzyli w ziemię nic nie mówiąc.
-Eee, Koślawa Dupo…
-Nie nazywaj mnie tak!
-Chodź, przeszkadzasz tu. A poza tym odpłacę ci za to co napisałeś o mnie w tym twoim „notesiku zwierzeń”.

***

Wyrzucił zakrwawione opatrunki , ramie nie chciało się zagoić, a na domiar złego strasznie szczypało.
Niebieskie włosy beztrosko padały na twarz chłopaka. Usiadł w wygodnym fotelu, rozglądnął się. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to ramka ze zdjęciem. Oni. Ojciec, On, Matka i Siostra.
-Dlaczego ból po utracie bliskiej osoby musi tak boleć?- wyszeptał.- Kyu, gdzie się podziewasz? Dlaczego…-przetarł łzy rękawem od bluzy. Jeszcze raz spojrzał na fotografię, po czym podniósł się z fotela.- Już chyba czas odpowiedzieć I’sonowi.
Był pewny co robi, teraz nic go już tu nie trzymało. Nic i nikt. A nie miał zamiaru siedzieć bezczynnie. Jedyne czego pragnął to znaleźć jego siostrę a przy okazji ukarać tego, który zniszczył prawie wszystko co kochał…

***

-Za 14 dni wyruszamy na olbrzymi konwój Tehnoidu!- blond włosy mężczyzna wrzasnął stojąc przed zgromadzonymi przed nim ludźmi.- Jeśli zdoła nam się przechwycić przynajmniej 3/4 statków, to będzie dla nas prawdziwy sukces! Na każdym z 20 statków przewożone są olbrzymie masy broni! Za trzy dni rozdzielę was do poszczególnych grup.
-Taa jasne, pewnie znów będziemy musieć chronić mu dupę! – Blondyn szepnął do stojącego przed nim Artiego, który mimo woli uśmiechnął się lekko.
-A co cykasz?
-Pojebało ci się coś chyba.- Wrzasnął, jednak za nim zdołał jeszcze cokolwiek powiedzieć, został ugodzony w głowę parasolką. Spojrzał ze złością, za siebie masując sobie głowę.
-Baris! Matko przenajświętsza jak ty się wyrażasz?! Poczekaj no jak przyjdziesz po Perbis i będziesz nam znów kiełbasę z lodówki wyżerał! – staruszka pogroziła mu palcem, a rózowo włosa, Weredia, Inver i Artie wybuchli śmiechem.

***

Zmęczeni i spoceni wyszli z „Holotrenera”, blondynka spojrzała na „małego” chwycił się za brzuch i jęknął cicho.
-Co boli?- kiwnął głową
-Zostawiłam ci kilka leków. Przed snem je weź, ale nie więcej niż dwie. Na jutro skombinuje ci coś lepszego. A następnym razem masz spadać, a nie robić z siebie bohatera. A teraz póki Thran poszedł zrobić mi, znaczy sobie kanapki- uśmiechnęła się cwanie- ja znajdę jego „notesik zwierzeń”- skierowała się do wyjścia.

***

Słońce powoli znikało za dwoma olbrzymimi górami, oświetlając po raz ostatni twarz czarnowłosej, lekko uśmiechnięta zatrzymała się.
-Jeśli jeszcze raz będziesz za mną szedł chowając się za krzakami, to naprawdę ci coś zrobię wiesz?
-Ej no!- Blondyn wyszedł z uśmiechem na twarzy, patrząc przy tym na dziewczynę. Promienie słońca, jedne z ostatnich dzisiejszego dnia oświetlały jej delikatną twarz dodając jej blasku i tajemniczości. Jej oczy rozbłysły lekko, po czym czarnowłosa odwróciła się i powoli oddaliła w kierunku domu. Chłopak popędził za nią.
-Mogę cie odprowadzić?
-Jeśli odpowiem nie, to dasz sobie spokój?- zaprzeczył ruchem głowy. – Ehh… nie możesz.
-Ale…
-Nie możesz. –powtórzyła nieco głośniej i wyraźniej, znacznie rumieniąc się na twarzy.
-Ale…
-NIE MOŻESZ…

***

-Kerisa do cholery jasnej wychodź!- Różowo włosa waliła w drwi pięścią.- Nie możesz cały czas siedzieć w tym mieszkanku.- drwi lekko uchyliły się. Perbis nie czekając na żadne zaproszenie weszła do środka. Na ogromnym łóżku siedziała rudowłosa dziewczyna.
-Co się z tobą dzieje? Chodź, wyjdziemy i pogadamy.
-Nie mam ochoty- szepnęła tak cicho że ledwo siebie słyszała, nie mówiąc już o przyjaciółce.
-Słucham?
-Nie, mam ochoty!- powtórzyła nie co głośniej, podniosła wzrok na różowo włosą. Jej oczy wyrażały samotność, taką które wiedziały że to największy w świecie ból.
-Masz takie oczy jak Inver wiesz?- dziewczyna przytuliła ją, a w końcikach oczu pojawiły się łzy.Gdy w końcu puściła ją z uścisku przetarła mokre policzki.
-Kim jest Inver? –Ton głosu nieco złagodniał, a zaszklone oczy wpatrywały się w zielonooką z zaciekawieniem.
-Ahh, spodoba ci się- uśmiechnęła się łagodnie.



komentarze [4]

Część 19:"Te uczucia, które staramy się w sobie stłumić, o których chcemy zapomnieć, bolą bardziej niż ostrze miecza wbijane w serce..." >> środa, 30 stycznia 2008 21:06:56
Zrobiłam lekki przeskok w czasie już w drugim „akapicie” dowiecie się że akcja toczy się tydzień później. Ha. I obiecuje że podczas ferii pojawi się jeszcze jedna notka.
Żeby tylko nie skończyło się na obiecywaniu ;))
Pacynka- owacje na stojąco notka wyszła ci wspaniale…
Ahh i notkę piszę po przeczytaniu 7 części Harrego Pottera wróciłam z nowymi pomysłami i odnowioną weną. Mam już nawet pomysły na 2 serię ;))

***

Otworzyła powoli oczy.
-Wody!- krzyknęła a siedzący obok czarnowłosy chłopak rzucił jej butelkę. Dziewczyna pochłonęła ją w kilka minut. Powoli czuła narastający ból głowy. A suchość w ustach wręcz się nasilała. Po wypiciu 3 butelek z wodą spojrzała w końcu na chłopaka.
-Pamiętasz coś? –dziewczyna kiwnęła głową.
-Wskoczyłam na stolik i chyba troszkę potem przesadziłam.
-Troszeczkę- odburknął błękitnooki.
***

Cała drużyna siedziała przed ogromnym telewizorem wsłuchując się w co kolejne słowo dziennikarza telewizji .Nork Agnet siedział obok prezesa ligi, wyraźnie podniecony oczekując rozpoczęcia się losowania, do klasyfikacji pucharu. Ogłaszając przy tym wstąpienie do Ligii nowej drużyny, o której potem nie wspomniał ani słowem, pomijając dziwny uśmieszek który wyraźnie zaszokował siedzącego w pokoju nastolatka.
-Ejj no! Kim oni są?!- oburzył się czarnowłosy siadając na ziemi i krzyżując nogi. Alex lekko się uśmiechnęła, przypominał teraz małe obrażone dziecko, które nie dostało odpowiedzi na pytanie. Z wpatrywania się w chłopaka wyrwał ją nagle głos prezentera ogłaszający rozpoczęcie losowania. Wszyscy wpatrywali się w ekran, prawie wszyscy, blondynka bawiła się swoimi sznurowadłami, raz po raz zerkając z parapetu czy już wybrano jej drużynę.
„moja drużyna, nasza drużyna” nigdy nie doświadczała przejawów myślenia o takich rzeczach jak ostatnio. Była częścią czegoś. Nie doznała tego wcześniej. Nigdy nie potrzebowała ludzi, myśląc że sama sobie poradzi. Do tej pory jakoś zawsze jej się udawało uniknąć wszelkim problemom, zakazom nawet śmierci. Uśmiechnęła się mimo wolnie pod nosem. Usłyszała nagle drużynę która obrzydzała ją w każdy możliwy sposób nie chodziło tu o graczy lecz o ich nazwę- piraci. Wzdrygnęła się i spojrzała na ekran. Była ciekawa kto będzie ich przeciwnikami. Tak bardzo pragnęła żeby nie byli nimi „Snow Kids”, nie chciała rozdrapywać starych ran które powoli się zabliźniały, bała się tego. Wszystko teraz jakby stanęło w miejscu, ostatnia kulka wpadła do naczynia-jasnoniebieska. Już wiedziała na co się skazała, czuła jakby ktoś ugodził ją nożem w pierś, wbijając sztylet głębiej, chcąc przebić serce, które i tak rozdarte już na wiele pojedynczych części budziło nieprzyjemne wspomnienia.
-Snow Kids- usłyszała jakby przez mgłę. Twarze wszystkich wpatrywały się bacznie w blondynkę. Ta jak gdyby nigdy nic zeskoczyła z parapetu.
-Chce ktoś coś do picia? Bo idę zrobić sobie herbatę.- nikt nie odpowiedział, patrzyli tylko jak znika za automatycznymi drzwiami.

***

-Aj znów nie mamy szczęścia!- Brązowowłosy chłopak zwrócił się do siedzącej obok Perbis i Invera, który mimochodem obdarzył go pytającym spojrzeniem spoglądając bacznie zza gazety.- No bo popatrz, Wambas na pewno nas pokonają, Entianie również a o Snow Kids to już nie wspomnę! –uderzył pięścią w stolik mamrocząc pod nosem jakieś przekleństwa.
-Ahh, pogódź się z tym że nie mamy szans bez fluxa- Uśmiechnęła się miło dziewczyna.
-Taaa jasne…-mruknął upijając łyk ze swojego kufla z piwem.

***

Jak jeden z pierwszych otrząsnął się po całej tej spawie. Wstał powstrzymując Micro-Ica, który wręcz rzucił się w stronę drzwi.
-Ja z nią pogadam- odwrócił się w kierunku drzwi ale szepnął jeszcze do przyjaciela z rozbawieniem w głosie- Potem możesz iść z nią na piwo. Tylko niech teraz to ciebie dosiada nie mnie. –Wyszedł. O całej sprawie sprzed tygodnia wiedzieli tylko oni i Alex.
Drzwi do kuchni były otwarte, oparł się o nie, patrząc na siostrę. Zaśmiał się cicho pod nosem.
Spojrzała na niego zza kubełka lodów śmietankowych, które co chwila posypywała cynamonem bądź płatkami czekoladowymi.
-Hess tohyy? – rzuciła w niego czystą łyżką i zrozumiał o co jej chodziło.
-Jasne że chce. –Siadł koło niej.

***

Popatrzyła na swoje mieszkanie, w porównaniu do tego pokoju reszta domu wyglądała normalnie; mała przestronna łazienka zagracona różnymi typami kremów, maseczek i Bóg jeden wie czego, kuchnia z dość dużą wyróżniającą się srebrną lodówką i małym stoliczkiem w kącie pomieszczenia, mały holik gdzie porozwalane były buty, oraz jej pokój pooblepiany najróżniejszymi typami wycinków z gazet, w których fotografie najczęściej prezentowały różnego rodzaje światła. Weredia wiedziała jednak czym ów światła są- fluxami.
Czytała właśnie informacje o starożytnych fluxach gdy z zamyśleń wyrwał ją dźwięk dzwonka. Włożyła papiery do czerwonej teczki po czym skierowała się w stronę drzwi.
Otworzyła je, stał tam blond włosy chłopak o jasno brązowych wręcz żółtych oczach, lekko się zarumieniła. Zawsze patrzył na nią w ten swój specyficzny sposób. Uśmiechnął się przymilnie po czym oparł się o futrynę.
-Zbieraj się mała, Sonny zwołuję załogę mamy misję.

***

Wpatrywał się jak blondynka pochłaniała kolejną porcję lodów. Nagle jej oczy rozbłysły, były ciemno zielone, ciemniejsze od tych które on posiadał, jednak tak podobne. Nawet zobaczył podobieństwa w ich nosach, małe i smukłe. Zauważyła że jej się przygląda.
-Wiesz nie jesteśmy do siebie za bardzo podobni. Ale mamy te same oczy i…-zamyśliła się- i nosy- dodała i złapała się za swój. Zaśmiali się.
-Chcesz z nimi grać?- zapytał gdy się uspokoili.
-Teraz nie chodzi tu o to czy chce, po prostu większość z nich uważa że po prostu nie żyje. Zagram chodź wiem na pewno że bez problemu mnie rozpoznają. Jeśli nie Artie to ojciec.
To po prostu będzie boleć…ale mniejsza z tym. Idę musze trochę powkurzać Micro.- wstała i wyszła.

***

-Jezu! Jaki ja jestem głupi!- Uderzył się otwartą dłonią w czoło.- Czemu ja zgodziłem się na spacer w taką pogodę!
-Bo robisz to dla mnie?!- w odpowiedzi usłyszała krótkie „faktycznie”, uśmiechnęła się wymijając czterech mężczyzn. Jeden z nich nagle się zatrzymał. Jego znajomi również.
Podążali teraz za dwójką nastolatków, czarnowłosy naglę się zatrzymał. Przykucnął by zawiązać buta. Wiat rozwiewał mu włosy w każdą możliwą stronę. To była dobra okazja do ataku. Dwoje rosłych mężczyzn chwyciła go zaraz po tym jak ten wyższy kopnął chłopaka w brzuch. Pozostała dwójka pchnęła dziewczynę w ciemną uliczkę.
-Pamiętasz mnie?- Alex dopiero teraz przypomniała sobie ten głos. Szamotała się i wyrywała.- Ty i twój chłoptaś zapłacicie mi za to upokorzenie tamtej nocy!- Uśmiechnął się obleśnie, oblizując wargi. Po czym zaczął obkładać błękitnookiego pięściami w twarz, gdy ten drugi trzymał mu ręce.
-Zostaw go!- wrzasnęła. Przestał i odwrócił się w jej stronę.
-Ty będziesz następna- pogładził ją zakrwawioną dłonią po policzku. Napluła mu na twarz. Zdenerwowany zamachnął się i z całej siły uderzył ją w twarz. Syknęła ale nie zamierzała się poddawać. Chciała się wyrwać wiedziała że dała by im radę, gdyby miała wolną chodź jedną rękę. Patrzyła jak mężczyzna obkłada Micro-Ica seriami kopnięć i ciosów, gdy ten w końcu upada na kolana.
-Błagaj o litość! Może wtedy ci daruję gówniarzu!- Wrzasnął.
-Pierdol się…- otarł rękawem kurtki krew na ustach. Wiedział a nawet był pewny że napastnik zaraz kopnie go ponownie w brzuch, nie mylił się. Chłopak nie miał nawet siły by wstać. Popatrzył na zielonooką. –Przepraszam Alex.- Zemdlał.
-Ty nędzna szmato!- Wrzasnęła- Skurwysynie!- popatrzyła na ciało chłopaka. Czuła tylko nienawiść. Czystą nienawiść. Patrzyła z pogardą na czterech osiłków, wiedziała że jeśli czegoś nie zrobi to będzie źle. Fala złości przeszyła jej ciało. Poczuła energię, popatrzyła na swoje ręce, otoczone były czerwonym światłem. Dotknęła rękę jednego z napastników, wrzasnął jak oparzony, odsuwając się natychmiast.
-Co to jest do cholery?!- Krzyknął, wyciągając broń, zielonooka przeniosła wzrok z niego na swoje dłonie. Już wiedziała, tyle razy słyszała krążące legendy o owej energii. Uśmiechnęła się szaleńczo. Wyciągnęła rękę w przód, światło zaczęło się uwalniać, trafiając w mężczyzn. Wszyscy upadli. Blondynka popatrzyła na ich twarze, poparzone tak jakby ktoś wylał na nie wrzątek.

***

Otworzył powoli oczy, poczuł olbrzymi ból w okolicach prawego policzka, rozglądnął się uważnie po pokoju. Wiedział gdzie jest znał dobrze to miejsce. Obok niego leżała dziewczyna. Gdy zorientowała się, że nie śpi podała mu gorącą herbatę.
-Jesteś głupi. Mogłeś uciec, przecież wiesz że dała bym sobie rade.
-Nie jestem głupi, jestem boski- uśmiechnął się. Popatrzyła na niego kiwając głową z dezaprobatą.
-Kilka siniaków na brzuchu, i lekko napuchnięty policzek. Masz szczęście. Dziękuje, znowu.- Powoli zaczęła zbliżać swoją twarz do jego. Była już bardzo blisko, czując ciepło bijące od chłopaka zamknęła oczy…


komentarze [8]

Część 18:"Najgorszą samotnością nie jest ta, która otacza człowieka,ale ta pustka w nim samym." >> czwartek, 3 stycznia 2008 18:20:39
Pacynka, Ważka i cała reszta co się do cholery dzieje?! Gdzie następne wspaniałe części?
Wracajcie bo zaraz umrę bez waszych notek.
A z Loli jestem dumna bo dodała w końcu nową FANTASTYCZNĄ notkę!
Gratulacje!
Chciałam wam w nowym roku życzyć spełnienia marzeń i dojścia do celów.
Bo mi ich zabrakło…
Dziś dużo akcji z Alex [praktycznie wszystko]…przepraszam za beznadziejną notkę.
***

Uparcie próbowała wbić marchewkowy nos bałwanowi. Jednak śnieg był w tym miejscu za twardy. Oparty o drzwi czarnowłosy uśmiechnął się lekko.
-Spróbuj trochę wyżej!- dziewczyna odwróciła się w jego stronę.
-A co ty o tym wiesz?!- rzuciła lekceważąco i wróciła do przerwanej czynności
-No wiesz?! Mówisz to do króla śnieżnych wypraw!- dziewczyna wybuchła salwą śmiechu
-Oczywwwwwwwwiście!- machnęła ręką i odwróciła się do bałwana
-Czy ty ze mnie kpisz?- Uśmiechnął się zawadiacko, i zmrużył lekko oczy.
-Nie śmiałabym- odpowiedziała momentalnie, teatralnym tonem.
-Osz ty!- podbiegł i chwycił ją w pasie przerzucając przez ramię.- Teraz pójdziemy na mały spacer…-zaśmiał się.

***

Upadł na kolana. Krew powoli sączyła się z zakrwawionego ,już ramienia. Dłoń nadal trzymała broń w gotowości a palce, tak jakby przyklejone nie chciały puścić spustu.
Krótsze pasma niebieskich włosów, przywarły do spoconego czoła.
W środku umarła jakaś część jego. Do oczu napłynęły łzy. Krystalicznie czyste, niby tak niewinne, ale jednak…
Powoli wstał, trzymając rękę mocno zaciśniętą na ramieniu, którą kula przebiła na wylot, podszedł do martwego ciała, leżącego kilka metrów od niego. Popatrzył na twarz napastnika chodź sam dobrze wiedział kogo tam zobaczy. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to kula utkwiona pomiędzy oczyma. Potem martwe już, przepiękne błękitne tęczówki, kolorem tak jasnym niczym jego. Był to mężczyzna mniej więcej podchodzący pod pięćdziesiątkę…
-Jak mogłeś…- szepnął- tato…

***

-Jesteśmy!- powiedział dumnie i postawił dziewczynę na ziemi.
-Jesteśmy przed barem.- zdziwiła się- tutaj śpiewałam zanim się spotkaliśmy.
-Idziemy na piwo.- Uśmiechnął się szeroko.
-Tylko nie pozwól mi się opić.- zaśmiała się.
-Czemu?
-Wolisz nie wiedzieć- weszła do środka.

***

Usiadła wygodnie na fotelu znajdującym się na werandzie. Czarny kot, wskoczył jej na kolana, domagając się pieszczot. Delikatnie głaszcząc go po głowie popatrzyła przed siebie.
Słońce powoli zachodziło, rozlewając po niebie ostatnie już dzisiejszego dnia kolory czerwieni i pomarańczy. Oczy dziewczyny rozbłysły radośnie. Cieszyła się faktem udanej misji, chwyciła czerwony kubek zapełniony herbatą, po czym upiła łyk, uśmiechając się.
***

Atmosfera panująca w środku nie zachęcała nikogo do wejścia wręcz przeciwnie.
Mężczyźni siłujący się na rękę i tłum widzów dopingujących graczy. W powietrzu unosił się mocny zapach piwa i najróżniejszych trunków. Czarnowłosy kończył właśnie trzecie piwo patrząc z uwagą na blondynkę dopijającą bodajże czwartego drinka. Lekko chwiejnym krokiem podeszła do barmana ,wymienili razem kilka zdań po czym z nową dawką alkoholu wróciła do stolika.
-Miałem Cie pilnować więc…
-Za późno-wystawiła mu język po czym jednym łykiem wypiła całą zawartość.
Jej oczy rozbłysły szaleńczo, a ciało zachwiało się niebezpiecznie. Otworzyła usta po czym krzyknęła tak głośno że wszyscy spojrzeli na nią.
-Arnie! Polewaj! Kolejka dla wszystkich!!!- krzyki radości jakie w tej chwili wydobyły się z ust w szczególności mężczyzn były wręcz nie do opisania. Kilka krzeseł przewróciło się łoskotem, Alex spojrzała na Micro-Ica ten tylko pokiwał głową z dezaprobatą. Zielonooka omiotła bar spojrzeniem po czym bez żadnego ostrzeżenia wskoczyła na sąsiedni stolik, trzymając w ręku butelkę zapełnioną do połowy srebrzystą cieczą.
-Zdrowie!- krzyknęła pijackim głosem po czym wypiła całą zawartość.

***

Czerwono włosy chłopak wracał właśnie od Mai. Nie rozumiał dlaczego go okłamała i nie powiedziała mu o wszystkim. Zimny powiew wiatru rozmierzwił mu włosy, przyprawiając o dreszcze. Akillian wydawał się taki tajemniczy. A ciemne zakamarki miasta potrafiły wystraszyć nie jednego. Chłopak szedł spokojnie, z rękami schowanymi w kurtce.
Nagle jego wzrok powędrował za szybę jakiegoś baru. Nie mógł uwierzyć w to co widzi.
Blondynka, niepozornie tak podobna do niego tańczyła na stoliku. Zacisnął pięści. Wszedł do środka, tłum ludzi zgromadzonych wokół niej wrzeszczał i podawał jej coraz to nowe butelki z wódką. Nagle zobaczył znajomą mu osobę, która tak jak i on próbowała dotrzeć do rozpitej nastolatki.
-Co wy tu kurwa robicie?! –wrzasnął.
-Nie teraz, musimy ją z tond wziąć.- obaj zaczęli przepychać się przez tłum, dotarli do dziewczyny.
-Ooooo!- wrzasnęła i wskazała palcem na brata. –Cześśś braciszku. Pijesz?! – podała mu butelkę tracąc przy tym równowagę. Chłopak złapał ją i omiótł pogardliwym spojrzeniem zarówno ją jak i również czarnowłosego.
-Nie…i ty też nie powinnaś wracamy do akademii.
-Eeeejj!- zrobiła głupią minę po czym siadła na stoliku- zabawa się dopiero zaczyna.
-Żadna zabawa. Wracamy!
-Dobrze, tato! –zgięła się w pół i zachichotała- Weźmiesz mnie na barana?
-Echhh wskakuj. – zgiął się lekko, a dziewczyna weszła mu na plecy wrzeszcząc coś co brzmiało jak „Wiooo! Koniku!”

***

-Co ty tam kurwa robiłeś z nią?!- weszli do akademii.
-No bo, Zoe…A Alex lepiła bałwana i chciałem odreagować to…tylko na piwo.- chłopak zaczął się jąkać, wymachując przy tym rękami.
-Echhh…Jesteś pojebany, weź ją i umyj jej głowę to może trochę wytrzeźwieje.
-A to pomoże?
-Tobie kiedyś pomogło- uśmiechnął się i postawił blondynkę na ziemi.- Alex pójdziesz teraz z tym niedojebem. A ja zrobię wam coś gorzkiego do picia…
-Wódkę?- zapytała z ochotą.
-Chodź…-dziewczyna oparta o czarnowłosego weszła do pokoju. Nie było nikogo. Od razu skierowali się w stronę łazienki.- Umyjesz sobie sama głowę?- zapytał a ta, zaprzeczyła ruchem głowy.
-Okej. To pomogę ci.
-Mam lepszy pomysł- gdy wydusiła z siebie te słowa jej bluzka leżała już na podłodze. A ręce zaczęły rozpinać obcisłe jeansy.
-Coo?…coo ty robisz?!
-Chce się umyć. Ej trzymaj mnie! Bo…-było za późno dziewczyna leżała już na ziemi chichocząc…Mały chwycił ją w pasie i podniósł. Gdy postawił w pozycji stojącej dziewczyna zachwiała się niebezpiecznie.- Rozbieraj się. Musisz wejść ze mną bo inaczej sobie coś, hik! Zrobię, hikk! Mam czka…hik!...wkę.
-Ale…-na jego policzkach pojawiły się dwa szkarłatne rumieńce. Blondynka zaczęła się śmiać. Chwyciła za niebieską koszulkę chłopaka, podciągając materiał do góry. Gdy ją zdjęła zaczęła zsuwać z siebie spodnie. Oczom chłopaka ukazały się białe koronkowe bokserki. Dziewczyna trzymała się teraz ramienia chłopaka drżąc z zimna.
-Micro…hik!...Ice! Zimmmmnoo mi! Hik! Co tak hik…patrzysz?- Chłopak niechętnie zdjął spodnie zostając w czarnych bokserkach z czerwonym napisem z tyłu „Mam w sobie dużo sexu”…Chwilę później zimna woda otuliła ciało obojga nastolatków. Czarnowłosy dygotał z zimna trzymając blondynkę za biodra. Ku jego wielkiej uldze dziewczyna w końcu zakręciła wodę. Wyszła z kabiny prysznicowej nadal podtrzymywana przez niego i powoli otuliła się ręcznikiem, rzucając w niego jednym. Błękitnooki pokiwał głową i skarcił w duchu sam siebie ubierając na mokrą bieliznę, spodnie. Koszulkę przewiesił przez ramię, ubrania zielonookiej również.
-Idziemy do pokoju- dziewczyna oparła się o jego ramię i posłusznie podążała za nim.
Na jej łóżku siedział już czerwono włosy. Spojrzał w ich stronę, gdyby nie sam fakt że mogli by wylecieć z drużyny, śmiał by się pewnie z tego. Popatrzył na przyjaciela, z jego mokrych włosów leciały maleńkie strużki wody.
-Miałeś jej tylko umyć głowę…
-Taaa jasne, tylko zanim zdążyłem coś zrobić, ona już ściągała mi koszulkę.
-Macie tu herbatę powinna być zimna. Obudzę was rano. Ja idę spać do siebie. Zostawiam was samych- spojrzał na czarnowłosego, po czym opuścił pomieszczenie. Ten tylko wyksztusił coś co brzmiało podobnie do: „Ale ty jesteś pomocny.” Po czym położył dziewczynę na łóżku. Przykrywając puchową pościelą.
-Nigdy więcej nie rób takich numerów…-pogładził ją po policzku. Blondynka wygramoliła się z przykrycia po czym siadła krzyżując nogi. Dosięgła kubka z herbatą stojącego na szafce. Gdy skończyła pić popatrzyła na chłopaka. Szaleństwo znikło jej z oczu.
-Mógłbyś mnie przytulić?- zdziwiony chłopak siadł koło niej i objął.- Wiesz to nawet przyjemne, dawno nikt mnie nie przytulał. Zostań ze mną dziś dobrze? Boję się że ktoś znów o mnie zapomni. Dzięki.- lekko uśmiechnięta położyła się na boku, odchodząc do krainy Morfeusza.




komentarze [9]

Część 17:"Dlaczego tak ważne jest, aby pozwolić pewnym rzeczom odejść? Uwolnić się od nich. Odciąć. Zamknąć cykl." >> sobota, 1 grudnia 2007 23:41:26
Chęć dowiedzenia że ja tu istnieje. Wiele pomysłów, które chciała bym tu umieścić.
Realizować zacznę powoli. Szukam zdjęć postaci, szczególnie Invera- POMOCY!
Bo mam koncepcję zrobić galerię z postaciami! [jeśli byście coś mieli gf_alexa@interia.pl ] Pacynce dziękuję za rady z opisami- postaram się to poprawić.

***

Otworzyła okno w pokoju na oścież, opierając się łokciami o parapet. Pozwalając aby każda następna fal zimna wdzierająca się do pomieszczenia łagodnie rozwiewała jej blond włosy.
Pozwalając jej myśleć o ostatnim tygodniu, który przeżyła O tym jak potrafiła powoli otwierać się do innych. I dopasować się do zespołu.
Nie przeszkadzał jej chłód, chodź jej, już i tak skąpy strój nie życzył wiele dobrego. Zadrżała lekko, odsuwając się od okna, wchodząc przy okazji na swój strój treningowy. Pomysł chodzenia w samej bieliźnie jakoś szybko uleciał jej z głowy. Znak na brzuchu dawał się we znaki, nie dość że piekł to jeszcze co niegdzie rana lekko krwawiła. Powodując u blondynki napady niepohamowanej złości. Usłyszała odgłos otwieranych drzwi. Momentalnie spłonęła rumieńcem. Chłopak o zielonych oczach , wpatrywał się w nią z otwartymi ustami, za co chwilę później dostał poduszką w głowę.
Wyszedł, a chwilę potem widząc blondynkę stojącą w drzwiach ubraną w dżinsy i czarną koszulkę, pozwolił sobie bez żadnego zaproszenia wejść do środka. Zielonooka spojrzała na niego dziwnie. Nie wiedziała co chciał, nie odezwał się nawet słowem. Zrozumiała że to chyba do niej należą pierwsze słowa.
-Po co przyszedłeś?- popatrzył na nią, nie wiedząc kompletnie co ma odpowiedzieć, jak zacząć a jednocześnie denerwując się tym, że całą sprawę usłyszy od niego-swojego brata.


***

-Nie rozumie tu czegoś- westchnęła upijając łyk swojego piwa, patrząc przy tym z uwagą na ciemnoskórego.
-A co tu do rozumienia Perbis?- wzruszył ramionami, cały dzień spędził z różowo włosą na wygłupach…
-No chodzi oto, że on nigdy taki nie był! Nawet mając to swoje 10 lat.
-Wiem jedno ludzie się nie zmieniają…- dopił swój napój po czym zgniótł puszkę rzucając ją w kont pomieszczenia.- A Inver jak dla mnie pozostanie tym samym, zakłamanym fałszywym ścierwem, jakim…
-Okej, Okej! Zrozumiałam!- Uśmiechnęła się ukazując olśniewająco białe zęby.

***

Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Jakim cudem? Przecież to nawet nie jest możliwe.
On jej bratem? „To jakiś totalny absurd”.
Jej oczy powędrowały w stronę nadal otwartego okna. Ujrzała las, rosnący nieopodal akademii. Wiatr delikatnie „uderzał” w rośliny, które kołysząc się strącały śnieg, osadzony na ich gałęziach. Ciemność lasu powodowała u niejednego śmiałka uczucie strachu i przerażenia. Jednak nie u niej. Ona nie bała się lasu, dzikich zwierząt nawet śmierci. Bała się prawdy, bo to przez nią uciekła. Mimo iż wtedy nie umiała zaakceptować tego że może nie być prawdziwym piratem. To z czasem, zrozumiała że to prawda ją niszczyła. Prawda, klatka i tortury to jedyne czego się obawiała, bała się również pokazać komuś taką prawdziwą ją, tą którą sama odkrywała czasem w sobie, zdziwiona że i ona potrafi być kimś takim. Kimś kto może być kochany i sam kochać. Nie wyobrażała sobie życia w jednym miejscu. Wiedziała tylko jedno że te kilka dni, odmieni ją na zawsze. Że już nie będzie taka twarda, że nie będzie tak samo samotna jak kiedyś. Jednak z drugiej strony bała się i tego. Dwie samotne łzy spłynęły po jej policzkach pozostawiając ślady. Aby chwilę potem czerwono włosy chłopak zobaczył coś co rzadko się zdarzało- płacz jego siostry. Która przecierając łzy oznajmiła mu że ich ojciec nie może się o niej dowiedzieć, nie teraz.

***

Siedziała w samolocie, rodziców już powiadomiła że wraca. Wymyślając jakieś kłamstwo na złamany nos-żeby się odczepili- powiedziała, że grała z nimi w piłkę i dostała przez przypadek w nos. Który teraz bolał przeraźliwie.
Wyjrzała za okno samolotu. Galaktyka wokół niej wyglądała przepięknie. Nigdy wcześniej tego nie zauważała. Ale teraz granatowe niebo oblane mnóstwem gwiazd wydawało się jej tajemnicze. Inne niż wcześniej. Nie myślała ze to się tak potoczy jak wcześniejszej nocy. Zamknęła oczy.
„-Robie to tylko dlatego że mi na Tobie zależy…-milczał chłopak, który zawsze coś mówił w tym momencie, nie mógł wydobyć z siebie słowa.
-A ty?- Dodała już nieco głośniej czekając na jakąś reakcje.
-Ja…ja. Zoelin- podniósł w końcu wzrok w jego oczach tlił się taki smutek jakiego dawno tam nie było. Zrozumiała. Podeszła do niego powoli i pocałowała w policzek.
-Ona chyba ma coś czego mi brakuje i sprawi że będziesz umiał powiedzieć jej aby nie odchodziła. Dowidzenia Micro-Ice.-Wyszła z pomieszczenia cała zalana łzami, uśmiechnięta chodź ze złamanym sercem, usunęła się w cień aby muc przetrwać i samej zaznać szczęścia”
Otworzyła oczy, szkliły się w lekkim świetle lampek nad pasażerami samolotu, poczuła łzę samotnie drążącą tor na jej policzku, blond włosy chłopak o jasno brązowych oczach, który od jakiegoś czasu bacznie się jej przyglądał ,w tym momencie wyciągnął z kieszeni spodni paczkę chusteczek, aby chwilę potem dać jedną blondynce, obnażając przed nią uśmiech, który miał nadzieję będzie okazją do poznania jej bliżej.

***

Wolność podobała mu się coraz bardziej. Gdy wylądowali na Cillo poczuł swego rodzaju ulgę, połączoną razem z radością. Nikt dawno nie zadał sobie żadnego trudu, aby on czuł się szczęśliwy. By czuł że ma dla kogo żyć. Teraz oprócz ludzi, których po części polubił miał swój cel w życiu. Przyczynić się do upadku Bleylocka, który przyczynił się do śmierci jego rodziców. Skazując go na lata samotności i prawdziwej szkoły życia w sierocińcu, gdzie nikt nie potrafił go zrozumieć. Lecz teraz wszystko miało się zmienić. Jego całe życie dopiero się rozpoczynało, uśmiechnął się na samą myśl. Po czym ruszył za Artiem, który miał być jego przewodnikiem, dopóki sam się tu nie odnajdzie.

***

Weszła przez ogromne bukowe drzwi, do domu. Starsza kobieta o długich siwych włosach, oraz pomarszczonej twarz powitała ją z uśmiechem. Przytulając, czym okazała swoją radość jej powrotu do domu. Perbis miała tylko ją. Tą na pozór miłą staruszkę, która nauczyła ją zabijać. Która uczyła ją żyć, przez te wszystkie lata jej jakże krótkiej i skomplikowanej egzystencji. Dzięki niej wiedziała że ma po co tu wracać, a raczej dla kogo. Bo ona jako jedna z nielicznych pokazywała jak świat mimo przeciwności losu może być piękny sam w sobie bez żadnych bogactw materialnych.
-I jak ja babciu mam ci dziękować za to że cie mam?- Uśmiechnęła się szeroko.
-Wystarczy że na twojej twarzy zawsze będzie gościł ten sam uśmiech, który widzę teraz.

***

Nie wiedział co ma ze sobą robić. Gdzie mógłby iść, ten cały bezsens rozdzierał go w każdy możliwy sposób. Popatrzył na łóżko swojego przyjaciela. Spał, nie miał więc zamiaru go budzić po tym co dziś przeżył. Jemu samemu również nie było lekko. Nigdy nie brał niczego na serio. Nie pomyślał by że dziewczyna, na której kiedyś tak bardzo mu zależało teraz pewnie płacze w swoim pokoju obwiniając go za każdy spędzony z nim dzień.
Sam tego nie rozumiał, po prostu nie widział sensu, gdy pomyślał o nim i Zoe jako parze pełnej miłości i szczęścia. To było by oszustwo bo nie zależało mu już tak na niej, prawdzie mówiąc w ogóle mu nie zależało, a nie chciał jej oszukiwać. Czuł się przy niej nieswojo, inaczej niż kiedyś a jego intuicja podpowiadała mu że to już nie ma większego sensu.
Podszedł do okna, drobne płatki śniegu, powoli spadały dodając Akillianowi nadzwyczajnego uroku. Popatrzył w dół, ktoś zawzięcie toczył dużą kule śnieżną aby chwile potem próbować umieścić ją na jeszcze większej, uśmiechnął się, jedyne czego był dziś pewny to, tego że to właśnie Alex, próbuję znaleźć sobie jakieś zajęcie, aby zabić czas, który powoli przyzwyczajał ją do myśli że odnalazła brata, a raczej że to on odnalazł ją.
Wyjrzał za okno po raz ostatni, znów jego twarz lekko się rozpromieniła, po czym zakładając buty i kurtkę wyszedł, chcąc porozmawiać z kimś, kogo teraz bardzo bawiło lepienie bałwana.

komentarze [7]

Część 16:"Ten, kto stracił coś, co uważał za swoje,uczy się w końcu, że nic nie jest jego własnością" >> sobota, 24 listopada 2007 15:09:56
Aj! Dawno mnie tu nie było! Przepraszam was, ale nauka zabiera mi cały czas wolny.
Lola, Ważka, Amaffiq, Chmurkus, Magda –dziękuję;*. Dziś notka dla panny Loli, której opowiadanie czytam od samego początku.
A pannę Ważkę kopnę w dupę noo- chce nowy rozdział u pani!

***
Pierwsze promienie słońca wpadły do pokoju, oświetlając jej twarz.
Powoli wstała i otarła oczy, nie wiedziała nawet kiedy zasnęła. Popatrzyła na zegarek 5:12
Trening zaczynał się o 6, miała jeszcze trochę czasu. Weszła do łazienki, zrzucając z siebie czarne, koronkowe bokserki i bluzkę…Pod prysznicem, ciepła woda, przyjemnie otulała jej nagie ciało. Umyła się i wyszła, zawinięta w ciepły ręcznik.
Ubrana już w strój treningowy, z włosami upiętymi w wysoki kucyk, udała się w stronę kuchni.

***

-Mogę o coś zapytać?- cała załoga popatrzyła w kierunku „nowego”.
-Taaa?- kapitan obrzucił go spojrzeniem.
-Dlaczego tu jestem? Czego chcą ode mnie piraci?
-Nie wiesz?! Przecież ty masz…- Artie zerwał się z fotela i zaczął wymachiwać rękami
-Zamknij się, nikt Cię nie prosił żebyś coś mówił- przerwał mu ostrym tonem Iner
-Ohhh, a może do cholery ktoś Ciebie pytał o zdanie „przyjacielu”- na ostatnie słowo złożył dłonie w cudzysłów.
-Pff! Nie jestem twoim przyjacielem.
-Ale byłeś, dopóki nie zobaczyłem w tobie takiego fałszywego gnoja jakim jesteś! Przez Ciebie, miałem kłopoty o Alex…
-DOŚĆ! – Sonny mordował obydwu wzrokiem. Artie popatrzył wściekle na czarnowłosego, poczym opuścił pomieszczenie.
-Eeee, to dostanę tą odpowiedź?!- Zielonooki spojrzał na I’Sona

***

-O czym ty wtedy mówiłeś?- Siadła kolo niego na parapecie wymachując radośnie nogami.
-A to ty, Perbis…
-Tak, to tylko ja! –popatrzył na nią, ta wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się. Miała różowe włosy sięgające do ramion i jasno zielone oczy, była ładna i szczupła. Tak, ale miała też charakterek, pamiętał jak raz pobiła Inera, uśmiechnął się.
-Z czego się śmiejesz?
-Nie nic.
-To o co chodziło z Alex?
-Eee, to ty ją znałaś?
-Jedna z najbardziej znanych i ładniejszych dziewczyn, najlepiej walczyła, i na dodatek była córką Sonnego kto by jej nie znał?
-Eh…Gdy uciekła pomogłem jej. Iner wszystko widział i doniósł tam gdzie trzeba…- Dziewczyna patrzyła na niego ze zdziwieniem, nie znała czarnowłosego od takiej strony.
-A o co chodziło z tymi eee, przyjaciółmi?
-Uratowałem go raz przed Arikwem i jego bandą. Potem byliśmy kuplami…

***

-Micro-Ice! Gdzie jest Zoelin?!- do kuchnia jak burza wpadła brunetka, wymachując jakimś świstkiem papieru. Czarnowłosy patrzył na nią pół przytomnym wzrokiem, nic nie odpowiedział, opuścił głowę i wrócił do swojego zajęcia- wpatrywania się w ziemie.
-Zapytałam o coś?! Co ta kartka w ogóle ma znaczyć?!- popatrzyła na niego morderczym wzrokiem. Po czym rzucając kartkę za stół wyszła z pomieszczenia, z nieukrywaną wściekłością.
Alex podeszła do stołu i chwyciła kartkę zaczęła czytać:
* „Musisz zrozumieć, że to nie jest gra znaczonymi kartami.
Raz wygrywamy, raz przegrywamy. Nie oczekuj, że inni ci coś
zwrócą, docenią twój wysiłek, odkryją twój geniusz, odwzajemnią
twoją miłość."
Już nie oczekuję.
Nie widzę sensu upokarzać się. Wracam do domu.
Przelotne spojrzenia przelotnych osób…Alex przepraszam.
A was wszystkich żegnam.

-Zoe

Popatrzyła na Micro-Ica.
-O co jej chodzi? To przeze mnie tak?
-Nie, to moja wina.
-A co się stało?
-Nic, po prostu nie umiałem odwzajemnić jej uczuć…- Wstał i wyszedł kierując się w stronę Sali treningów. Blondynka zostawiła kartkę na stole, po czym podążyła za chłopakiem.
Atmosfera na treningu była dość burzliwa, czarnowłosy wyładowywał wszystko na piłkach, Mei była oburzona na blondynkę, reszta drużyny też jakoś nie pałała wielkim uwielbieniem do jej osoby. Alex nie rozumiała Zoelin a tym bardziej Micro-Ica. Jej rozmyślania przerwał Arch.
-Zagramy mecz, Snow Kids kontra Wambas- Wszyscy ustawili się na swoich pozycjach.
Alex obejmowała prawą część boiska w Stefie napastników, D’joke natomiast stał naprzeciw bramki. Przejęli piłkę, Alex była nie kryta wiedziała że mogła by zdobyć gola, Rocket też, już miała wrzasnąć do słuchawki kiedy nagle usłyszała głos Mei.
-Nie podawaj do niej! Nie waż się! – chłopak wykopał piłkę do D’Joka. Potem Wambas przejęli ją bez wszelkich trudności. Strzelili gola. Cały obraz zaczął znikać.
-Co to ma być?!!- Wrzask trenera roznosił się po całym pomieszczeniu.- Co się dziś z wami dzieje?! Rocket, Alex była nie kryta! A ty Mei, możesz sobie jej nie lubić, ale to nasz ósmy zawodnik i nie mam nikogo na jej miejsce, nikogo tak dobrego!
-To może pora kogoś znaleźć…-szepnęła pod nosem.
-Słucham?- To było coś czego mężczyzna nie znosił, pyskowania i niewykonywania poleceń.
-Powiedziałam że pora znaleźć kogoś innego!
-To że Zoelin wyjechała to nie moja wina! Nie rób z sobie zarozumiałej panienki, to na mnie nie zadziała! Ty tylko widzisz siebie i nikogo innego! Cały świat ma się kręcić wokół twojej osoby bo tak ci się podoba?! Nie. Mylisz się, na świecie są inni ludzie oprócz ciebie, ludzie którzy chcą coś osiągnąć, którzy cierpią nie tylko jak złamie im się paznokieć. Ja nie widziałam mojego ojca od siedmiu lat. Bo szanowny Sonny Blackbones nie wiedział że ma dwójkę dzieci. Mam tego dość, to jak mnie traktujecie tylko dlatego że jestem piratem, ale nie zamierzam się zmieniać dla waszej przyjemności, nie chcę! Nie umiem!- wyszła z pomieszczenia. A wszystkie pary oczu zwróciły się w kierunku jednej osoby czerwono włosego napastnika, który nie mógł uwierzyć w to co przed chwilą usłyszał.


***

-Ale ja nie mam żadnej mocy!- Inver patrzył z oburzeniem na I’sona
-Masz, a poza tym to bardzo potężny flux. Nigdy nie zastanawiałeś się dlaczego nie masz rodziców? Widzisz zanim my nazywaliśmy się piratami, jakieś 1250 lat temu powstawały bunty, wtedy Technoid rozpoczynał swoją działalność i już wtedy miał swoich zażartych wrogów. A twoi dalecy przodkowie posiadający tego fluxa walczyli z nimi.
-A moi rodzice?
-Zostali zamordowani przez ludzi Technoidu, ale wcześniej oddali cię do sierocińca, inaczej zamordowali by też ciebie. Zrozum masz moc, jakiej pozazdrościł by ci nie jeden człowiek. Potrafisz zabić tym fluxem nie tylko ludzi ale też zniszczyć maszyny.







______________________
* Fragment z książki
Paulo Coelho- Zahir

komentarze [54]

Część 15:"Czy gwiazdy świecą tylko po to, aby każdy mógł znaleźć swoją?" >> poniedziałek, 5 listopada 2007 19:39:41
I jak zawsze jesteście dla mnie zbyt łaskawi, notka wcześniejsza ani trochę mi się nie podoba ale no cóż ja tego nie oceniam…Dziękuje za komentarze.
Wprowadziłam kilka nowych postaci mam nadzieje że nie będziecie źli.
Przepraszam ale życie mi się totalnie wali, notka dla tych co jeszcze potrafią to przeczytać- Lola, Ważka, Amaffiq, Chmurkus, Nati –dziękuje wam bardzo ;*
Zapraszam do czytania:

***

Nacisnęła guzik powodując tym samym otwarcie drzwi kuchennych. Poczuła zimne powietrze, potem ogarnęła pomieszczenie wzrokiem. Dwie osoby stały przy oknie, teraz wpatrując się w nią…
-Zoe? Powinn…
-Ohh, zamknij się! Jak możesz co?!- wskazała palcem na Alex
-Ale o co ci teraz chodzi, co?
-O co mi chodzi?! Nie wiesz?! To ja jestem twoją dziewczyną nie ona! To ja potrzebuję ciebie, nie ona!- krzyknęła- O to mi właśnie chodzi. A ty jak gdyby nigdy nic sobie z nią tu siedzisz i Bóg jeden wie co robisz!
-Nic nie zrobiłem a ty ju…
-No właśnie NIC nie zrobiłeś!!!- stała teraz twarzą w twarz z niebieskookim- Jak możesz z nią tu siedzieć przecież to przez nią mam złamany nos.
-Nie przeze mnie tylko, przez swoją nikłą inteligencję…
-Stul pysk!- Wrzasnęła i odwróciła się teraz w stronę blondynki.
-Ostro- syknęła- Widzę księżniczko że złamany nos to dla ciebie mało- podeszła bliżej
-Uważaj bo się przestraszę- zakpiła, lecz kropla potu spłynęła jej po twarzy…
-I kto to mówi, mała lafirynda, którą już pobiłam!- zaśmiała się
-Powiedziałam już żebyś się zamknęła- zacisnęła dłonie w pięści

***

-Planujemy przejąć konwój Technoidu, musimy powiększyć trochę skład. Ja, Corso, Artie, Beneth- popatrzył na swoich towarzysz, kiwnęli głowami- Baris, Iner, Weredia i jeszcze Perbis…
-Czy Iner musi jechać? Jakoś nie bardzo za nim eee przepadam.
-Artie…- przywódca popatrzył na niego.- Tak musi jechać, jest silny, zwinny i wytrzymały na dodatek dobrze posługuje się bronią. A poza tym mamy jeszcze misję do wypełnienia, musimy odebrać jednego dzieciaka, który posiada jednego z najrzadszych fluxów, nazywanego przez ludzi, którzy go widzieli fluxem krwi.
-Echhh, a miałem nadzieje że…
-No dobra!- przerwał mu - Zebrać resztę, uzbroić i pokazać plany.
Zaczęli wychodzić. Blackbones patrzył teraz na bruneta, który leżał na podłodze przeklinając na swoje sznurowadła. Uśmiechnął się.

***

Wysoki czarnowłosy chłopak leżał wygodnie na łóżku słuchając muzyki. Zamknął oczy, nagle pojawił mu się „obraz” sprzed kilku lat, miał nie więcej niż 9 lat.
Był wtedy na Cillo wokół niego stało kilku starszych chłopaków, chcieli mu dołożyć, pamiętał to dobrze, mimowolnie się uśmiechnął. Ale wtedy ktoś mu pomógł, brązowo włosy chłopak. Sam nie przepadał za tymi typkami, chodź byli mniej więcej w jego wieku. W ręku trzymał broń. Napastnicy uciekli.
Poczuł jak ktoś szarpie go za ubranie. Otworzył oczy.
-Perbis? – zachrypiał.
-Perbis, Perbis- dziewczyna zaczęła wymachiwać rękami, uśmiechając się przy tym- a kto niby inny?
-Co tu robisz?!
-Jezu!- uderzyła otwartą dłonią w czoło- z kim jak muszę pracować?! Mamy misję, Sonny nas wzywa. Zbieraj się!- Ponagliła go. Chłopak nadal leżał w łóżku, patrząc na nią dziwnie.
-Iner!- wrzasnęła- ruszaj to wielkie dupsko!

***

Dom dziecka, nigdy go nie lubił, jednak musiał tu żyć. Ciągle powtarzał sobie: „Jeszcze tylko rok”. Tak jeszcze rok a będzie wolny. Będzie mieszkał gdzie chce. Zrealizuje swoje marzenia.
Chciał być kimś, zawsze o tym marzył, nie wiedział jednak że jest wyjątkowy. Ma w sobie moc, której pozazdrościł by mu każdy dzieciak.
Zakurzone stare lustro wiszące nad jego łóżkiem, odbijało jego twarz i połowę torsu.
Przypatrzył się. Wysoki i chudy. Brązowe włosy i grzywka zasłaniająca jedno oko. Smukła twarz, mały nos, lekko brązowa skóra i te oczy które podobały się każdej dziewczynie-Zielone a na każdym z nich po trzy czarne plamki. Niezwykłe i unikalne, jednak przepełnione bolesnymi wspomnieniami, chorymi i wygórowanymi ambicjami, krwią i nadziejami na przyjaciół i rodzinę których nigdy nie miał. Rodzinę która go porzuciła.
Tak, Inver był wyjątkowy, chodź sam jeszcze o tym nie wiedział.

***

Grupka ludzi zgromadzonych w pomieszczeniu słuchała teraz planów kapitana, który od jakiś 30 minut , tłumaczył im strategie działania.
-Pamiętajcie, musimy zrobić to szybko, i cicho. Potem jeszcze lecimy na Naboj. Musimy sprowadzić naszą tajną broń. Chłopaka który ma niezwykłe moce.- popatrzył na nich poważnie, po czym włączył hologramową mapę i dokładnie wszystko wyjaśnił.
-O jakich siłach mówiłeś?- Po raz pierwszy od kiedy tu przyszli odezwał się brązowooki blondyn, oparty o futrynę drzwi, kątem oka spoglądając na kapitana.
-Eeee- zmieszał się- To jest flux, jeden z najniebezpieczniejszych. Z tego co wiem, ten chłopak jest ostatnim który go posiada...
-Dlaczego jest tak niebezpieczny?- Nie dawał za wygraną
-Fala dźwiękowa, plus olbrzymie porażenia skóry a były i takie przypadki że ten flux potrafił rozerwać wnętrzności od środka.- Popatrzył na chłopaka ale zrozumiał że to nie koniec pytań.
-Są silniejsze fluxe od niego?
-Tak.
-Jakie?- blondyn dalej brnął w swoje, mając przy tym całkiem niezłą zabawę.
-Baris to nie miejsce i pora, wiem na pewno że jeden z silniejszych fluxów posiadaliśmy kiedyś my, piraci. Ale od 560 lat nikt nie odkrył go w sobie.
-Ale przecież my nie posiadaliśmy fluxa, nigdy!- Corso patrzył na kapitana ze lekkim zaskoczeniem
-Jesteś pewien?- uśmiechnął się lekko.

***

-Oooo nie!- czarnowłosy stanął pomiędzy nimi- Nie chce tu już więcej bójek!
-Dobrze- odparła spokojnie Alex- Idę się położyć, jestem wyczerpana.- udała się w stronę drzwi, z wielkim niezadowoleniem.
Gdy chłopak upewnił się że są zamknięte, popatrzył na Zoe.
-Mogła byś mi to wytłumaczyć? Znów chcesz dostać od niej? Ona jest silniejsza, już się o tym przecież przekonałaś.
-Czy ty naprawdę jesteś aż tak ślepy?
-Ale o co ci chodzi.- chłopak mimowolnie się skrzywił.
-Robie to tylko dlatego że mi na Tobie zależy…

***

Siedział teraz na parapecie słuchając muzyki. To jedyne co miał. Księżyc oświetlał jego twarz, spojrzał w gwiazdy, uwielbiał to robić. Chciał się stąd wyrwać, nie wiedział jednak jak. Na korytarzu stali opiekunowie przed budynkiem, latały rozwścieczone psy, pilnujące posesji. Coś przykuło jego uwagę, coś w oddali, dalekiej oddali. Wpatrywał się w punkt, który z każdą chwilą zbliżał się do budynku. W końcu pojął co to. Mała kapsuła odczepiła się nagle od statku, mogła pomieścić co najwyżej 2 osoby. Brązowowłosy zdążył już pojąc w jakim kierunku leci. Odskoczył jak oparzony od okna. Wydawało mu się że, maszyna trafi prosto w ścianę, zderzając się z nią, jednak nie. Zatrzymała się przed oknem. Zobaczył czerwone światła laserów, które odcięły stalowe kraty w oknach, uniemożliwiające ucieczkę nastolatkom. Usłyszał tylko głos tłuczonego szkła, potem ujrzał twarz. Brązowowłosy chłopak o ciemnej karnacji i dość dziecięcej twarzy, patrzył na niego z uwagą.
-Ty jesteś eee…Inver? –Zielonooki pokiwał twierdząco głową
-No to na co czekasz wskakuj! Pośpiesz się!- Te słowa uderzyły w niego z olbrzymią prędkością, nie myśląc nic wziął kilka ubrań, mp3 i praktycznie wskoczył do kapsuły, uradowany faktem wydostania się z tego przeklętego miejsca.


komentarze [11]

Część 14:"Tylko do ciebie dziś ręce wyciągam, bo tylko ciebie dotknąć pragnę" >> niedziela, 21 października 2007 16:28:31
Przepraszam za beznadziejną notkę! Pisze ja tylko dlatego że dorwałam się do komputera, a tak to niestety mam szlaban…I pannie Anonimowej dziękuje za powiadomienie mnie o skopiowaniu szablonu który był robiony dla mnie, już to chyba załatwiłam mam nadzieje że teraz podpiszesz się swoja ksywa i dasz adres bloga wielkie dzięki!
Notka dla Chmurkusa- dziękuje za maile miło się pisało :P
Teraz pozostaje wam tylko przeczytanie tego chłamu:

***

Patrzyła na parę uchodzącą z kubka zapełnionego gorącą czekoladą…Odwróciła wzrok wpatrywała się teraz w swoje ręce. Już dawno nie czuła takiej złości, frustracji czy też gniewu…Dawno nie straciła nad sobą kontroli, westchnęła. Po czym chwyciła w swoje na pozór delikatne dłonie kubek z brązowym napojem, który chwilę później rozgrzewał jej ciało przyprawiając ją o uśmiech…Zamknęła oczy, przyjemny dreszcz przeszedł ją po plecach. Tak Micro-Ice miał rację gorąca czekolada, to było to czego potrzebowała…

***

Cały dzisiejszy dzień wstrząsnął ją jak nigdy…Nie spodziewała się tego po Alex, nie wiedziała że jest zdolna do czegoś takiego jednak z drugiej strony należała do piratów. Zoelin też nie zachowała się normalnie. Była arogancka, próżna i chamska. Taka jak…ona.
Oczy powiększyły się jej znacznie…Tak faktycznie była taka, ale oprócz swoich wad widziała również zalety. Angażowała się w pracę w grupie, czasem nawet pomagała komuś z drużyny…Ale jednak najbardziej zdziwiło ją zachowanie D’Joka i jego słowa, wręcz wykrzyczane, czy dla niego była tylko dziewczyną siedzącą przed lustrem?
Poczuła jak ktoś obejmuje ją w pasie, a potem ciepły oddech na karku.
-Przepraszam- usłyszała cichy szept. Wtuliła się w chłopaka chwilę później zasypiając…

***

Otworzyła powoli oczy, popatrzyła przed siebie na parapecie siedział czarnowłosy, patrząc na rozgwieżdżone niebo, w rękach ściskając kubek. Uśmiechnęła się.
-Wciąga nie?- odezwała się, chłopak odwrócił w jej kierunku głowę, popatrzył na nią. Oczy rozbłysły mu ciepłymi iskierkami.
-No- zszedł i podszedł do stolika siadając naprzeciw niej. Wpatrywali się teraz w siebie, nie zamieniając słowa. Chłopak nagle się odezwał- Przepraszam za Zoe- spuścił głowę jednak reakcja blondynki zdziwiła go. Dziewczyna się zaśmiała.
-To nie tylko jej wina, moja też. Pierwszy raz od dawna straciłam nad sobą kontrole. Już dawno nie czułam takiej złości. Fakt, sprowokowała mnie, ale nie powinnam jej tak pobić. Ja też przepraszam.- Spojrzeli na siebie, chłopak kiwnął głową, po czym lekko się uśmiechnął.
-A pamiętasz jak mówiłaś, że grałaś w piłę ze swoim przyjacielem tak?- potwierdziła kiwnięciem głowy.- A jak on się nazywał?
-Eh…- odwróciła wzrok, po czym odpowiedziała- Artie…

***

Z całej siły uderzył ręką w blat stolika, na twarzy pojawił się grymas niezadowolenia a raczej niepohamowanej wściekłości.
-Jak to nie ma?! Do jasnej cholery! Zwierzam ci zadanie odnalezieniu paru akt a ty co?!
-Przepraszam, ale ktoś mnie uprzedził. To nie moja wina…
-Wynoś się stąd! Ale już! –Wrzasnął a przerażony mężczyzna opuścił pomieszczenie.
Sam Bleylock nie mógł teraz nic zrobić. Nie miał nic na Isona, nie miał zielonego pojęcie kim jest jego drugie dziecko. Nie wiedział nawet jakiej płci było. To było jak szukanie igły w stogu siana. Zdenerwowany wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami, głośno przy tym przeklinając…

***

-Mogła byś powtórzyć?- siedział z otwartymi ustami. Zamknął je w końcu, zdając sobie sprawę z musiał wyglądać idiotycznie….
-Artie, ale…zaraz, zaraz- szepnęła i popatrzyła na Micro-Ice- znasz go tak?!
-No, tak…To mój kupel poznałem go jak graliśmy na Silo odebrali nasz statek i…
-Mówił coś o mnie?- przerwała mu
-Nie, nic…- dziewczyna spuściła głowę, wstała i podeszła do okna, otworzyła je wpuszczając mroźne powietrze do pomieszczenia przy okazji pozwalając mu zmierzwić jej blond włosy, przyprawiając ja również o gęsią skórkę…Przez cały ten czas zastanawiała się co się z nim stało czy jej ojciec przyjął go do jednej z najlepszych grup. Tak, zrobił to…Nie chciała płakać, nie mogła, coś ją powstrzymywało…Poczuła ciepły oddech na karku, po chwili gorąca ręka chwyciła jej dłoń…Nie miała wątpliwości kto ściska jej rękę…Odwróciła się w stronę czarnowłosego…
-Będzie dobrze, zobaczysz- puścił jej oczko, uśmiechnęła się lekko, zaczynając wierzyć w słowa niebieskookiego…

***

Otworzyła oczy, nie miała ochoty spać, ale również wstawać z łóżka, w którym było jej tak ciepło. Odwróciła się na drugi bok. Patrzyła teraz na brązowe tęczówki swojego chłopaka…
-Czemu nie śpisz?- powiedzieli równocześnie, dziewczyna zaśmiało się lekko.
-Wiesz jakoś tak nie mam ochoty- szepnęła mu do ucha, rozpinając powoli guziki w swojej koszulce nocnej. Brązowowłosy się uśmiechnął całował teraz białowłosą, która oddawała każdy jego pocałunek, uwielbiał jej miękkie usta i zielone oczy. Był szczęśliwy że ją ma…
Ale również z powodu, bardzo przyjemnej nocy…

***

Siedziała na łóżku, dalej nie mogąc, zapomnieć o całym dzisiejszym dniu…Nos dawał się poważnie we znaki, nie dość że szczypał to jeszcze krew nie chciała się „zatamować”…
Blondynka nie mogła uwierzyć że sam Micro-Ice w ogóle się nią nie zajmował, tylko siedział z tą…
-Szmata…-przeklęła cicho pod nosem, łzy spłynęły po jej policzkach, nienawidziła Alex, ale tylko przez swoją zazdrość. Nie wiedziała nawet dlaczego była taka złośliwa i próżna nigdy się tak nie zachowywała. I przez to oberwała. Oczywiście nie dawała myślą za wygraną że to tylko i wyłącznie jej wina.
Popatrzyła na sąsiednie łóżko Mei, spała wtulona w D’Joka…Na pierwszy rzut oka wydawali się bardzo szczęśliwa parą, Zoelin nie chciała już dłużej tego oglądać, wstała i wyszła kierując się w stronę kuchni, przecierając mokre policzki…

***

Maia siedziała przy olbrzymi kuchennym stole popijając świeżo zaparzone zioła, nie była pewna czy da rade powiedzieć swojemu „synowi” całą prawdę…Nagle znów przed oczami pojawiła jej się tajemnicza blondynka…Siedziała na parapecie jakiegoś statku przyglądając się gwiazdą, wyglądała dużo gorzej. Podkrążone i mokre od płaczu oczy, wyrażały żal i smutek. Schudła znacząco, a włosy urosły jej o jakieś 5 cm…Czerwona plama przykuła uwagę Mai, krew obficie wypływała z ramienia, przyprawiając blondynkę o grymas bólu, jasnowidzka stanęła na równe nogi, znów przed oczami pojawiło się czerwone światło…
Nie miało pojęcia co to oznacza, kim jest ta owa dziewczyna…Jednak już niedługo będzie miała okazję ją poznać…


komentarze [11]

Część 13:"Uśmiech losu można zobaczyć nawet w tych najciemniejszych chwilach jeśli tylko pamięta się żeby zapalić światło" >> sobota, 6 października 2007 19:32:28
Dziękuję bardzo za komentarze: Loli, Ważce, Nati, Chmurkusowi, Amaffiq i Zeehetce (a tak właściwie to ja cie znam?:> ) …
No wiec cóż odpowiem na pytanie Chmurkusa: A więc od 2 października mam już 14 lat xD
Zdziw nie? ;]
Mam nadzieje że ty założysz bloga xD I nie mów że trudno się tu przebić xD Bo ja piszę nie dla komentarzy (chociaż przyznam że to miłe jak widzisz pod notką Np. 12 komentarzy) ^^…
Ah, tak tak! xD WAŻKA! Dziękuje kochana za życzenia!:* ^^
Cóż uwielbiam bójki (uwielbiam? Boże ja je kocham !!) i chciałam nie robić z Alex kogoś słabego w tym odcinku pokaże co potrafi…I nie myślcie sobie że jestem nie wiadomo jak roztrzepana…
A nie jestem i to bardzo na dodatek pyskata i bezczelna i co z tego?

***

Weszła do kuchni i ogarnęła pomieszczenie wzrokiem…Wszystko jej się podobało, prawie wszystko. Jeden mały szczegół. A raczej jeden większy, blond włosy…Tak była to Zoelin siedząca na kolanach swojego chłopaka…Wymieniły groźne spojrzenia, po czym Alex siadła naprzeciw nich, zobaczyła na stole kanapki, dopiero teraz zdała sobie sprawę że nie jadła nic od rana…Szybko wzięła tą najbliżej jej ręki, bojąc się że ktoś zwinie ją jej z przed nosa…
Ugryzła kawałek, potem następny…Aż wreszcie spojrzała prosto przed siebie, jednak nie ujrzała niebieskookiej, czy też Micro-Ica, tylko Thrana, który wręcz mordował ją wzrokiem. Gdyby wzrok umiał zabijać ona była by już martwa…i dobrze o tym wiedziała, uśmiechnęła się głupkowato.
-Moja kanapka!
-Ohh Thran nie bądź taki! Zrobisz sobie następne- po czym wykorzystując jego zdziwienie wzięła talerz z resztą (teraz już jej) kolacji i wręcz wybiegła z pomieszczenia, a za nią pognał obrońca Snow Kids, wygrażając jej wypaleniem oczu, zgwałceniem przez jakiś biedaków czy też rodzeniem w bólach na co sama zbiegła zaśmiewała się już w swoim pokoju zamkniętym na klucz…

***

Wszedł do pomieszczenia i kopnął w pierwszą lepszą rzecz znajdująca się najbliżej niego. I to był błąd gdyż była nią metalowa szafka…Po chwili poczuł ból w dużym palcu u nogi…Siadł na łóżku…Wieści szybko do niego doszły. Teraz już wiedział kim był. Tępym, kretynem któremu zależało na uznaniu kapitana niż na przyjaźni…Nie umiał pojąć dlaczego to zrobił, nie był pewien niczego…Czuł się strasznie chodź minęło już 7 lat. Nie wiedział nawet czy ona żyła. Położył głowę na miękkiej poduszczę, na której kilka minut później pojawiły się małe, mokre plamki…W tym momencie ten 19-nasto letni chłopak nienawidził świata ani żadnej żywej istoty…Zmęczony tym wszystkim usnął…

***

-Popisuje się…- Powiedziała pewnym głosem niebieskooka. Cała siódemka wpatrywała się w nią tylko jedna osoba nie była zdziwiona jej wypowiedzią nawet wręcz przeciwnie, popierała ją...
-Taa, zgadzam się z tobą ta przybłęda tu nie pasuje…Bo niby kim ona jest co?!- Mei uśmiechnęła się do blondynki, która odwzajemniła gest.
-Nikim!- Zoe popatrzyła na przyjaciółkę obie się zaśmiały. Micro-Ice nie miał zielonego pojęcia o co chodzi dziewczynom jednak nie popierał ich z tego co wyczytał po twarzach innych oni tez byli tego samego zdania, co on.
-Żeby kogoś oceniać trzeba go najpierw kretynko znać…- W drzwiach stała zielonooka, oparta o futrynę i z pogardą patrząc na dziewczyny, w ręku trzymała pusty już talerz po kanapkach…
-Słucham? –Zoelin odwróciła się i stanęła na nogi. W tym samym czasie Alex postawiła na stole naczynie…
-Ohh nie dość że jesteś kretynką to jeszcze masz chore uszy. Oj biedactwo!
-Ohh ja przynajmniej nie jestem przybłędom jak ty…- uśmiechnęła się złośliwie
-Tak, tak faktycznie.- Odpowiedziała natychmiast z ironią - Ty się po prostu wpierdoliłaś tu bez zapowiedzi. A na dodatek myślisz że jesteś super fajna. Ojojoj! Kochanie kochają cie rodzice?- Zadała pytanie ale nie czekała na odpowiedź- Tak? To wiesz co ci powiem, że cie w chuja robią! – Reszta osób znajdujących się w pomieszczeniu wpatrywała się to w Alex, to w Zoe.
-Ja przynajmniej mam rodziców a ty?!- zakpiła- nawet twój własny ojciec widział jaką ma szmatę dlatego cie zostawił!- Po tych słowach coś zagotowało się w zielonookiej. Pięści ściśnięte na wszelki wypadek były teraz przydatne, nim niebieskooka zdążyła coś jeszcze powiedzieć, poczuła ostry ból w okolicach nosa. A potem krew lecącą jej z nosa. Jednak na tym się nie skończyło, następny cios wymierzony został w policzek, lecz teraz blondynka się uchyliła, i z otwartej dłoni strzeliła dziewczynie w twarz. Alex syknęła cicho, poczuła szczypanie w okolicach policzka…To była już dla niej przesada, obkładała teraz Zoelin uderzeniami w twarz, dopóki ta nie upadła na ziemię. Potem kopnęła ją mocno w brzuch i plunęła koło jej twarzy. Zanim zdążyła coś jeszcze zrobić, poczuła jak ktoś chwyta ją w pasie i odciąga byle z daleka od kuchni. Gdy znaleźli się poza pomieszczeniem zaczęła wrzeszczeć.
-Puszczaj mnie! Jeszcze nie skończyłam! –Ktoś przyparł ją do ściany mocno przyciskając ramiona, do zimnej ściany…Dziewczyna wpatrywała się teraz w błękitne oczy chłopaka…Łzy spływały po jej policzkach, ból uścisku trochę się zmniejszył. – Przepraszam. Ale nie mogłam jej na to pozwolić. Nie mogłam jej pozwolić żeby…
-Cicchoo!- uciszył ją po czym przytulił, to była jedyna rozsądna rzecz, która mu teraz przyszła na myśl.- Będzie dobrze zobaczysz! Ja już o to zadbam!- Mina wykrzywiła mu się w dziwny grymas…Nie wiedział czy dobrze zrobił, czy w ogóle postąpił dobrze, ale przyniosło to dziewczynie ulgę. Czuł to. Potrzebowała takiego uścisku i ramienia w które mogła by się wypłakać, kogoś komu mogła by zaufać, z kim mogła by porozmawiać i komuś komu mogła by się wyżalić…Płakała na ramieniu napastnika, wylewając cały zgromadzony w niej ból, który chowała w sobie już od siedmiu lat. Tak Zoelin trafiła w jej słaby punkt którym był jej ojciec…Ojciec ,który ją porzucił.
-Dziękuje że jesteś...-szepnęła cicho, obejmując go mocniej, brudząc przy okazji jego białą koszulkę krwią, którą miała na rękach…

***

Maia wyszła ze szpitala, jej mina była przepełniona rozczarowaniem…Już od dawna czuła że stanie się coś złego…A wizja którą zobaczyła nagle w szpitalu potwierdziła jej przeczucia. Kobieta była również zła na samą siebie. Nie rozumiała dlaczego wtedy zostawiła ją- matkę D’Joka…Akta schowała do swojej torby, musiała porozmawiać z „synem” o tym co kiedyś się zdarzyło, o jej błędzie. I o tym że nie powiedziała mu całej prawdy…

***

-Zoe!- wrzasnęła brunetka, podbiegając do leżącej na ziemi blondynki, trzymającej się za obolały brzuch. Krew dalej leciała jej z nosa.- Pobiegnę po Simbai!
-Nie! Bo będzie dym!- powstrzymał ją
-Ale ta cała Alex…Ona, ona…
-Ona została sprowokowana!- wrzasnął, i zobaczył po raz pierwszy w życiu to czego nigdy nie widział- strach. Tak, strach nie tylko o przyjaciółkę ale również o jej „posadę” w drużynie. On jej chłopak pierwszy raz trzymał stronę osoby „walczącej” z Mei.- I sama dobrze wiesz że jeśli zjawi się tu Arch to ty będziesz miała przejebane! Nie ja! Nie Micro-Ice tylko ty, ona-spojrzał na blondynkę-i Alex! Tego chcesz? Żebyśmy musieli szukać 2 nowych zawodników? Mam już dość tego twojego, ciągłego „jaka to ja nie jestem idealna”
Może pokażesz w końcu tą Mei, która coś znaczy, a nie tą która tylko wpatruje się w lustro?!- Obrzucił ją wściekłym spojrzeniem po czym dodał.- A teraz weźcie ją przenieście na sofę i dajcie mi apteczkę…
Niebieskooka nie wytrzymała, odwróciła się na pięcie i podeszła do parapetu. Krystaliczne łzy spłynęły po jej bladej twarzy. Pierwszy raz ktoś tak dobitnie powiedział jej całą prawdę o niej, ktoś po kim by się tego najmniej spodziewała…

***

Białowłosa leżała na łóżku…Przed oczami wciąż miała obraz Alex nokautującej Zoelin. Nie miała pojęcia że, dziewczyna potrafi się bić, a co dopiero pobić tak kogoś. Wiedziała że wychowała się w śród piratów, ale…To po prostu nie mieściło jej się w głowie…Poczuła czyjąś rękę oplatając ją w pasie, a potem ciepły oddech na karku, który przyjemnie drażnił jej zmysły, uśmiechnęła się...
-Czemu jeszcze nie śpisz co?- szepnął jej do ucha
-A ty?- Odpowiedziała pytaniem
-Ciągle nie mogę zapomnieć całej tej dzisiejszej akcji…- Położył się na plecach- No wiesz tej bójki…
-Tak, ja też. Ale zauważyłeś jak walczyła?- ciarki przeszły ją po plechach- Ona miała to wyćwiczone. Nie zastanawiała się, wyglądała jak maszyna do boksowania. W pewnym momencie straciła panowanie nad sobą…
-Taaa, ale dobrze że Micro ją odciągnął bo nie wiem co by się stało z Zoelin a tak to kilka siniaków, złamany nos. Wrócili już ze szpitala?
-Yhy-mruknęła i wtuliła się w rozgrzane ciao bruneta- Dobrze że Arch się nie dowiedział, bo były by kłopoty. A gdzie w ogóle jest Alex?- spojrzała na niego.
-U Micro w pokoju bo Zoelin, Mei i D’Joke są w twoim…Wiem jedno że jeśli Zoe tu zostanie Alex kiedyś naprawdę jej coś zrobi…
-Ehh…-westchnęła- Pomartwimy się jutro. Jestem zmęczona, dobranoc.
-Dobranoc kochanie- pocałował ją w czoło, po czym przytulił. Oboje po chwili zasnęli, wtuleni w siebie.

***

Otworzył powoli oczy, ciągłe bieganie od Zoelin do Alex (i na odwrót) w końcu go zmęczyło. Nie pamiętał nawet kiedy usnął, nie spał jednak długo, niecałe 2 godziny. Rozglądnął się po pokoju na parapecie zobaczył zarys drobnej osoby, zapewne dziewczyny, która kolana kurczowo skuliła do klatki piersiowej. Wpatrywała się w gwiazdy i księżyc, którego światło padało na jej twarz…Micro-Ice zobaczył świeże jeszcze ślady łez na jej policzku. Wstał i podszedł do niej, chwycił ją za ramię, zielonooka wystraszona spojrzała na niego. Jedna po chwili uśmiechnęła się lekko.
-Co ty tam widzisz? – wskazał ruchem głowy na gwiazdy znajdujące się na granatowo czarnym niebie- Powiesz mi?
-Widzę tu swoje życie, takie jakie chciała bym mieć, jestem tu taka jaka chcę i kim chcę być. Zaczynam wszystko od początku. Tak żeby było idealnie bez zbędnych problemów, kłopotów czy też zmartwień.
-Ale czy takie idealne życie nie jest nudne?
-Nie wiem, bo nigdy go nie miałam. A poza tym może i nie jest dla osoby takiej jak ja, która pakuje się w niemałe kłopoty.- uśmiechnęła się, czarnowłosy uczynił to samo.
-Wiem co poprawi nam humor, przynajmniej na mała chwilkę.
-Co takiego?- zdziwiła się, bo szczerze w to wątpiła
-Kubek gorącej czekolady- Uśmiechnął się do niej szeroko, ta lekko się zaśmiała. Po czym zeszła z parapetu kierując się z niebieskookim w stronę kuchni.


komentarze [14]



O mnie

O mnie

Ulubuj mnie.


Linki

Galactik Football Info
Informacje, bohaterowie itp.
Galactik Football Ddl
Forum o GF
Informacje,galerie,info! Poprostu świetna stronka!

Blogi z Galactik Football
Pacynka
Ważka
Amaffiq
Nati
Dziewczyny i GF
Orionopowiadanie
Inna Historia [GF]
Deedlit
Mimi-ice
Magical-Mei
Shedowcat
GF rlz
Mei
Lola
Magiorka




Księga Gości

Zobacz księgę
Dodaj wpis


Archiwum

2007
kwiecień (1)
maj (4)
czerwiec (3)
lipiec (1)
wrzesień (3)
październik (2)
listopad (2)
grudzień (1)

2008
styczeń (2)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)

2009
styczeń (1)
maj (1)
lipiec (1)




Ulubieni i kluby

a-lavigneuchiha-sasukealkohol-prochy-i-jashaman-destinytiamolekuly-emocjigalactik-football-starsshinobi-talekocham-cie-granger

Kluby do których należę:



Szablon

Wykonała Lunna
Dziewczyna by Ceressa

; Szablony Just Layouts.